Ten o najcenniejszym z medali…

Ten o najcenniejszym z medali…

Kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy, głowę niewiele miała większą od piłeczki ping-pongowej. Kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy, pani pielęgniarka trzymała ją w ramionach, a mnie zastanawiało jakim cudem tak mikroskopijne stworzenie może wydawać z siebie wrzask o takim natężeniu. Kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy pomyślałem: „O-ho, będą z nią problemy!”. Od tamtego dnia minęły przeszło 22 lata i rzeczywiście – problemy się zdarzały, jednak nie zamieniłbym jej na żadną inną, bo najzwyczajniej w świecie – lepszej bym nie znalazł. Jest niska, wysportowana i na swój sposób urocza. Na imię jej Tacha, a ja wskoczyłbym za nią w ogień.

Jest późny październik roku, w którym świat nie słyszał jeszcze o Backstreet Boys, ani Spice Girls, a ja odkurzam dywany i oblatuje podłogi mokrą ścierą; mam 10 lat. Chłopacy z osiedla kopią piłkę, albo sklecają żołnierzyki z kasztanów i zapałek, a ja co? A ja, kurwa, latam ze ścierą. Też bym sobie pograł, czy „zbudował” żołnierzyka, ale nie, BO SIĘ URODZIŁA. Wow, wielkie mi halo. Każdy się kiedyś urodził, ale czy to powód, by starsze rodzeństwo musiało z tego tytułu uwijać się przy domowych porządkach w pocie czoła niczym murzyn na plantacji bawełny? Tamtego października moja odpowiedź brzmiała: NIE SĄDZĘ. Problem w tym, że jakieś pól godziny wcześniej odbyłem z ojcem oraz wujkiem przedziwną rozmowę:

– Jedziemy do szpitala po mamę i Natalię, posprzątaj tu zanim wrócimy (w domyśle: „Ogarnij chałupę po pępkowym).
– ??
– No posprzątaj, mamie będzie miło.
– Ale ja nie zdążę.
– Podchorąży zawsze zdąży.

Autentycznie, pamiętam tę wymianę zdań jakby miała miejsce wczoraj; pamiętam niepokój, który wtargnął do mej głowy, bo choć nie miałem pojęcia co znaczy „podchorąży”, wiedziałem, że muszę zagęścić ruchy, żeby nie powiedzieć „wiedziałem, że muszę zacząć zapierdalać z tą szmatą i to biegusiem”.

Dawno nikt nie zrobił mnie w konia tak, jak ojciec z wujkiem. Mieli wrócić z siostrą, a wrócili z miniaturowych rozmiarów laleczką. Takie to było małe, że nie wiadomo było, czy nie złamie się przy pierwszym dotyku. To są jej palce? – myślałem. – Boże, przecież te wykałaczki do robienia żołnierzyków wyglądają solidniej! Mimo wszystko wydawała się pocieszna – mała główka, oczka jak guziki, trzy włosy na krzyż i na całe szczęście ktoś nareszcie wdusił OFF na umieszczonym prawdopodobnie pod śpioszkami przycisku odpowiedzialnym za darcie mo.. buźki. Może to w sumie nie taki zły pomysł, ta cała siostra – przekonywałem sam siebie – może do czegoś się przyda? I przydała się jakieś 2-3 lata później kiedy oszalałem na punkcie wrestlingu, a zwłaszcza Stinga. Sting był przekozakiem – image rodem z „Kruka”, a także dwa nieodłączne atrybuty – bejsbolowy kij oraz zjeżdżanie na ring na linach, spod kopuły areny. Był moim idolem, dlatego nic więc chyba dziwnego, że tak jak i mój bohater, zapragnąłem dopracować do perfekcji Scorpion Deathlocka. Był to „cios kończący” Stingera, po założeniu którego przeciwnicy mogli już tylko odklepywać porażkę ze łzami w oczach. Niby fajnie – brat i siostra przy wspólnej zabawie w wrestling. Niektórzy mogliby jednak pokręcić nosami na widok mnie (lat 12-13) w roli Stinga, mojej siostry (lat 2-3) w roli przeciwnika i Scorpion Deathlocka, który wyglądał mniej więcej tak…

Przyznaję – byłem potworem w ludzkiej skórze. Możecie spluwać pod nogi, gdy mijacie mnie na ulicy; zrozumiem. Czasami jednak wydaje mi się, że ćwiczenie fenomenalnego ciosu kończącego stanowiło swoistą zemstę za SKUBANIE ŁOKIETKA. Oj, to było dopiero wkurwiające, wkurwiające na maxa. Są dzieci, które zasypiają ot tak, padając niczym kłody; są i takie, którym trzeba zaśpiewać kołysankę lub utulić. Nie moja siostra. Jaka była jedyna opcja by zasnęła w łóżeczku? Wepchnąć łokieć między szczebelki (wspomnianego łóżeczka), który to moja ulubienica skubała sobie palcami. Mogła skubać 10 minut, mogła i dwie godziny. CODZIENNIE. Po kilku miesiącach razem z rodzicami mogliśmy sobie gasić papierosy na łokciach (choć wtedy jeszcze nie paliłem), bo nie mieliśmy w nich czucia! Nasz ukochany szkrab dosłownie wyskubał nam nerwy. Po dziś dzień, kiedy przypadkowo uderzę łokciem w futrynę, nie pisnę nawet „ała”; nie czuję nic.

Natalia – ładne imię, mówili. Natalka – wołali. Natasia – rzuciła pieszczotliwie ciocia. Tasia – poprawiła ją ciocia numer dwa. „Tacha” – powiedziałem ja i tak już zostało. Nie pamiętam czasów kiedy ostatni raz zwróciłem się do siostry per „Natalia”. Czy kiedykolwiek miało to miejsce? Być może, choć ręki uciąć sobie nie dam. Moja słodka, mała siostrzyczka to Tacha. Mówię tak do niej ja, moi dwaj najbliżsi kuzyni i dwójka moich bliskich znajomych; nikt więcej. Jakieś sto razy podpuszczałem mamę : – Mama, weź zawołaj ją „Tacha”, zobaczymy jak zareaguje. – Nie, ona ma imię. Kurwa, przecież wiem, że ma! Coś na N… albo T. „Siema Tacha, co tam u Ciebie?”, „Tacha podaj pilota”, „Tacha, weź mnie nie rozpie….”. Nawet w telefonie mam ja zapisaną jako… „Tachuś”.

Słaby ze mnie brat, co? Pewnie i słaby, druga strona MEDALU wygląda jednak tak, że naprawdę wskoczyłbym za nią w ogień. Miałem nawet kiedyś taki sen: w płonącym wieżowcu uwięzieni byli wszyscy bliscy mi ludzie – rodzina, przyjaciele Ci od serca i Ci dalsi, a mnie, stojącemu przed budynkiem, ktoś (nie wiem kto) dał szansę zabłyśnięcia, stawiając zarazem warunek. Powiedział: „Możesz tam wejść i kogoś uratować, ale tylko jedną osobę, więc dobrze się zastanów kto ma przeżyć”. Nie musiałem długo rozmyślać – wyszedłem z wieżowca z Tachą. Rzadko pamięta się sny, ale ten szczególnie mocno utkwił mi w głowie i zdradzę Wam, że gdyby opisana w nim sytuacja zdarzyła się naprawdę to i skończyłaby się tak samo. Sorry rodzino, sorry przyjaciele; Tacha stoi najwyżej w hierarchii.

Płynie w nas ta sama krew, choć podejście do życia mamy diametralnie różne i chyba dlatego tak bardzo ją podziwiam. Pilna, sumienna i pracowita; nie to co brachol. Na obozach sportowych potrafi biegać w palącym słońcu po plaży z przywiązaną do pasa oponą samochodową (Chodakowska to przy mojej siostrze zapuszczony obibok); ja w tym czasie leżę na kanapie czytając książkę i zdarza się, że nawet głód nie zmusi mnie do przejścia tych 10 kroków do lodówki. Tak jestem leniwy. A właśnie, znacie kogoś kto zdobył tyle medali mistrzostw Polski w skakaniu na trampolinie, że gdyby zawiesić je sobie wszystkie naraz na szyi to złamałoby kark? Ja znam. I to nawet nie, żebym się nią chwalił, ale bez kitu widziałem co robi na tej trampolinie. Salta, tulupy i inne beczki; normalnie cuda wianki. Jestem z niej dumny, bo gdybym ja odbił się od takiej trampoliny to chwile później zeskrobywaliby mnie z najbliższej ściany.

Pomimo tego, że ćwiczyłem na niej ciosy z wrestlingu (do dziś wmawiam sobie, że to dzięki temu taka jest wygibana); pomimo tego, że wyganiałem ją z kompa, kiedy jeszcze dzieliliśmy go razem, a nawet pomimo tego, że z łatwością mogłaby narobić mi siary kiedy bez problemu pokonałaby mnie w siłowaniu na rękę (nawet gdybyśmy oboje używali prawej, a jest leworęczna), kocham ją bezgranicznie i wiem, że zawsze mogę na nią liczyć,bo moja siostra to zarazem mój najlepszy przyjaciel.

Kiedy robiłem fotkę do tego tekstu (i tu niespodzianka: wszystkie zdjęcia do wpisów na tej stronie są autorstwa mojej siory*) patrząc na tę stertę medali rozpierała mnie duma, ponieważ wszystkie te brązy, srebra i złota naprawdę robią wrażenie. Nie ma jednak wśród krążków ze zdjęcia tego najcenniejszego, a należy jej się jak nikomu innemu; nie ma wśród nich medalu za bycie najlepszą siostrą na świecie.


Fot.: instagram.com/pisanepopijaku/

  • Wszystkie poza zdjęciami do TEGO oraz TEGO wpisu.

To też może Ci się spodobać:

18 komentarzy

  1. To jak na razie najlepszy tekst na Twojej stronie! Widziałam fp Tachy i chyba jednak nie jesteście aż tak diametralnie różni.
    Ogromnie cenię Cię za ten wpis, za Twój stosunek do siostry…
    <3

    1. Autor

      Myślę, że daleko mu do najlepszych, przede wszystkim jest mocno okrojony 😉 A siostrę rzeczywiście kocham, ale co zrobić, jak taka słodka 😉 Nawet jej wybaczyłem, że mnie kiedyś podkablowała mamie, że pale, mimo, że ją przekupiłem 5 złotówką :> Wydała mnie przy pierwszej okazji :>

  2. Nie wierzę, że to Ty napisałeś! 🙂 Wzruszający, ciepły i bardzo rodzinny post. Mimo dużej dozy skromności, od razu widać, że jesteś starszym bratem na medal :). Bardzo ładny i literacki jest ten Twój tekst. Gratuluję 🙂

  3. O nie <3 między mną a młodym jest 9 lat różnicy. Pierwsze 6 lat jego życia gnębiłam go jak się dało – zamykałam w łazience w ciemności, udawałam martwą, no byłam paskudna, ale teraz ten mały parów jest moją największą miłością i się opór cieszę, że jest moim bratem. Głupi bo głupi, ale mój.

    1. Autor

      Gnębić młodsze rodzeństwo – bezcenne <3 Ja Tachowi kazałem zawsze przynosić jedzenie jak były jakieś rodzinne urodziny a nie chciało mi się siedzieć przy rodzinnym stole 🙂 Po latach mi powiedziała, że nienawidziła mnie za to <3 dziwne, bo myślałem, że robi to z ochotą :/

  4. Jak dla mnie kapitalny wpis. Sama mam starszego brata i wiem, że są to unikalne relacje. Było sporo różnych nawet ostrych przetarczek, oj było, ale też bez siebie ani rusz. Tak ciepło opisać tego, jednak bym nie potrafiła. Gratuluję i pozdrawiam serdecznie 🙂

  5. Kapitalny wpis. Sama mam starszego brata i bywało różnie (czasem ostro), choć bez siebie też ani rusz. Sztuką jest umieć tak ciepło i pięknie o tym napisać, gratuluję serdecznie 🙂

  6. Szkoda, że o mnie mój brat tak nie myśli i choć jest starszy o 15 lat to myślę, że duża różnica wiekowa pomiędzy nami nie ma nic do rzeczy 😉

  7. Tacha ma szczęście. 🙂
    Chciałabym by moje dziewczyny pisały sobie takie teksty za parę latek. Na razie codziennie budzi mnie dziki kwik , jak jedna drugiej wbija zęby w kostkę.

  8. Obiecałam, że tu zajrzę, więc jestem. Co prawda nie jest to słoneczny poranek, ale wierzę, że nie przyznasz mi za to medalu największej spóźnialskiej 😀

    Powiem tak… to za-je-faj-ny wpis!!! Czytałam z niekłamaną ciekawością i śmiałam się pod nosem. A od czasu do czasu oczy mi się pociły. Jesteś super bratem!

    Ja zawsze żałowałam, że nie mam starszego rodzeństwa – cóż, ktoś musiał być pierwszy i padło na mnie. Ale moje młodszaki też kocham całym sercem, chociaż niesforne to to było odkąd pamiętam.

    Gratuluję Ci, Przemku, tego wpisu z całego serca, też zasługujesz na medal 😉

  9. Do miłości w rodzeństwie się dorasta. Mam dwie młodsze siostry i dopiero z czasem to doceniałem, że są.

    Co do przemocy domowej, wiadomo, że gdyby nie starszy brat to by sobie w życiu nie poradziły. 🙂

  10. Taka właśnie powinna być miłość między rodzeństwem 🙂 Pienie napisany tekst, bez zbędnych ckliwości, z jajem, ale w pełni oddaje to co czuje się do rodzeństwa. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *