PUBLICYSTYKA,  RECENZJE,  SERIAL

TOP 10 Najlepszych Serialowych Premier 2019

Końcówka roku to jak zwykle czas podsumowań i wszelkiego rodzaju rankingów. Jedni takimi zestawieniami gardzą, inni doceniają, wyciągając dla siebie samych co bardziej łakome kąski. No i – rzecz jasna – tego typu listy to zawsze powód dyskusji, a jako, że uwielbiam dyskutować, sam spłodziłem TOPke tego na czym, przynajmniej we własnym mniemaniu, jako tako się znam, czyli seriali. Minęły już czasy Miodowych lat, czy Dynastii, a dzisiejsze seriale z łatwością mogą konkurować z najlepszymi produkcjami kinowymi, niejednokrotnie wyprzedzając je o mile. O oczywistych przewagach seriali nad filmami, takich jak chociażby fakt, że serial na poziomie dobrego kina trwa dłużej, czyli automatycznie daje widzowi więcej frajdy, nie będę się rozpisywał. Pominę również milczeniem istny Ocean badziewia zalewający kolejne platformy. Dziś skupię się na Najlepszych (moim skromnym zdaniem) telewizyjnych nowościach 2019, co za tym idzie, nie znajdziecie tutaj tytułów, które w tym roku rozbiły bank, jednak bieżący rok nie był rokiem ich premiery. Zapraszam więc do lektury i dyskusji, a jeśli chcielibyście przejrzeć ranking zeszłoroczny, klikajcie TUTAJ

10. The Boys -- Amazon Prime Video

W zeszłym roku jedynej nowości od Amazon Prime – Homecoming z Julią Roberts w roli głównej – poszło w pisanym po pijaku zestawieniu zdecydowanie lepiej, bowiem tajemnicza produkcja o niezwykle nietypowej placówce mającej pomóc weteranom wojennym w powrocie na łono społeczeństwa znalazła się na drugiej pozycji, tymczasem w roku bieżącym serial tejże platformy zajmuje miejsce dziesiąte. Trzeba jednak oddać The Boys co ich – numer 10 spośród setek telewizyjnych premier 2019 to wciąż świetna lokata, zwłaszcza, iż jest to jedyny na tej liście tytuł, do którego palca nie przyłożyło ani HBO, ani Netflix.

Całą recenzję produkcji o anty-superbohaterach znajdziecie TUTAJ. Póki co wypadałoby jednak choć pobieżnie przybliżyć wszystkim Chłopaków. Kim są? Co robią? O czym w ogóle opowiada serial? Otóż tytuł może być dla widzów nieco zwodniczy biorąc pod uwagę to co widzimy na ekranie, jednak uwierzcie mi na słowo – wszystko ma tu ręce i nogi, a pierwszy sezon ma na celu raczej wprowadzenie widzów w wykreowany świat i warto w tym momencie zaznaczyć, że The Boys to ekranizacja debiutującego na rynku w roku 2006 komiksu autorstwa Gartha Ennisa (scenariusz) oraz Daricka Robinsona (rysunki) o tym samym tytule. Jak zatem wygląda wymyślona rzeczywistość? Ano tak, że całe Stany Zjednoczone (a w domyśle cały świat) opanowany został przez superbohaterów, będących jednocześnie ogólnonarodowymi celebrytami, których życie obserwowane jest przez zwykłych śmiertelników za pomocą internetu, udzielają oni licznych wywiadów, są bohaterami kolejnych filmów oraz gadżetów z nimi związanych, budząc tym samym niepohamowany zachwyt „normalnych” obywateli. Bohaterów o nadzwyczajnych zdolnościach liczy się tu na pęczki, jednak zaledwie garstka to prawdziwi idole, a garstkę tę zwą Siódemką. W jej skład wchodzi ktoś na wzór Supermana, Aquamana, Batmana itd., a ich zadaniem jest (transmitowana oczywiście na żywo) ochrona zwykłych szaraczków w pogrążonych w chaosie miastach. I tu niespodzianka, ponieważ szybko okazuje się, iż wychwalana pod niebiosa Siódemka to banda degeneratów, którzy przyjaźni, mili i uczynni są jedynie przed kamerami, gardząc resztą społeczeństwa i wykorzystując swe nadnaturalne umiejętności w niekoniecznie przyjemny sposób, gdy tylko znajdą się poza blaskiem jupiterów. I tu pojawiają się tytułowi Chłopacy, których z braku innego określenia nazwać można „grupą” mającą na celu zdemaskowanie fałszu serwowanego ludziom przez telewizyjną oraz internetową papkę, a także obłudę samych „superbohaterów”. Oczywiście – jak pokaże serial – pobudki poszczególnych członków The Boys są różne i również daleko im do kwintesencji dobra.

Co sprawiło, że produkcja ta w ogóle znalazła się na niniejszej liście przy tak dużej konkurencji w serialowym światku? Przede wszystkim bardzo dobrze rozpisane postaci tak samych Chłopaków jak i ekipy Siódemki. Ponadto świeżość w postaci pokazania nam superbohaterów nie będących tak do końca „super” oraz bardzo cięty humor i nie patyczkowanie się z widzem (przy niektórych scenach aż ciężko uwierzyć, że ktoś zezwolił, by puszczano to w telewizji). Jest szybko, zabawnie i (momentami) mrocznie. Jeśli więc lubicie takie klimaty, możecie śmiało sięgać po The Boys od Amazon Prime Video!

The Boys - Official Trailer | Prime Video


9. Miłość, śmierć i roboty (Love, Death & Robots) -- Netflix

Numer dziewięć tegorocznego TOP premier zajmuje produkcja całościowo być może i słabsza od poprzednika, ba, może i nie zasługująca na miejsce na tej liście, jednakże z kilku powodów, uważam, że grzechem byłoby pominąć poniekąd pionierski projekt Netlixa. O co całe to zamieszanie? Dlaczego serial pełen wzlotów i upadków w ogóle się tu znalazł? O tym kilka słów poniżej, jeśli jednak macie ochotę przeczytać pisany wspólnie z Mateuszem oraz Michałem szerszy tekst odnośnie Death, Love + Robots, zajrzyjcie TUTAJ.

Nie da się w jednym zdaniu opisać fabuły serialu z prostego powodu – niniejsza produkcja to modna ostatnimi laty w świecie seriali antologia, czyli innymi słowy zbiór obrazów posiadających wspólny mianownik. W przypadku Miłości, śmierci i robotów mianownikiem tym jest wizja przyszłości i jak łatwo się domyślić zazwyczaj nie jest to wizja wielce pozytywna. Kolejne odcinki (w liczbie osiemnastu, o zróżnicowanym czasie trwania) bywają przerażające, zabawne, czy nawet nostalgiczne, a tym co wyróżnia L,D&R jest fakt, iż mówimy tutaj o… animacjach. Każda stworzona przez innego autora, przy użyciu innej techniki. Mamy tu słodkie robociki zwiedzające zniszczoną wojną nuklearną Ziemię, opowieść o zagubionym w kosmosie statku, czy całą ewolucję znanego nam świata odgrywaną w zamrażalniku starej lodówki. Do wyboru, do koloru, ponieważ jak wspomniałem, historyjek jest aż 18.

Jeżeli na myśl przyszło Wam właśnie kultowe Czarne lustro, to podążacie we właściwym kierunku i choć na dobrą sprawę ciężko obydwie pozycje do siebie porównać, obie posiadają podobne wady, a główną stanowi oczywiście nierówny poziom poszczególnych epizodów. Te genialne jak Za Szczeliną Orła, czy Epoka lodowcowa, mieszają się tu z przeciętniakami pokroju Szczęśliwej trzynastki lub Wysysacza dusz. Nie zmienia to jednak faktu, że warto dać animacjom ze stajni Netflixa szansę, chociażby z tego względu, że tak sporego projektu na taką skalę wcześniej w telewizji nie widziano, a i same pojedyncze historie często mają do zaoferowania więcej niż mogłoby się pozornie wydawać.

MIŁOŚĆ, ŚMIERĆ I ROBOTY | Oficjalny zwiastun [HD] | Netflix


8. Niewiarygodne (Unbelievable) -- Netflix

Unbelievable od Netflixa to jeden z dwóch seriali na tej liście, który nie doczekał się na PisanePoPijaku pełnej recenzji. Dlaczego? Głównym powodem było prawdopodobnie lenistwo, jednak na swoją obronę dodam, że nie jest wcale łatwo zrecenzować historię, której szczegóły znajdziecie bez problemu w Sieci, za którą pewni panowie otrzymali swego czasu nagrodę Pulitzera i która – co najważniejsze – wydarzyła się naprawdę. Niewiarygodne, bo tak brzmi polski tytuł, idealnie oddaje ducha samej produkcji, nieporadność i żenujące działania organów ścigania oraz myśli jakie krążą w trakcie seansu po głowach widzów: To się na serio wydarzyło? Niewiarygodne!

Historia, przedstawia się w skrócie następująco: Nastoletnia Marie Adler zgłasza policji napaść na tle seksualnym, której w jej domu i na niej samej dokonał włamywacz, jednak zarówno od prowadzących sprawę detektywów oraz najbliższej rodziny słyszy, iż jej wersja wydarzeń brzmi bardzo mało prawdopodobnie. Zagubiona Marie zaczyna wątpić w swoje własne słowa oraz pamięć, próbując wmówić sobie, że być może wszystko to było jedynie złym snem. Tymczasem w oddalonym o kilkaset kilometrów miasteczku śledcze Grace Rasmussen i Karen Duvall wspólnie prowadzą śledztwo w sprawie zaskakująco podobnych gwałtów.

Nie napiszę rzecz jasna jak zakończy się ta historia. Czy potwór zostanie wreszcie schwytany? Czy Marie doczeka się sprawiedliwości? A może jedna z bohaterek to szalona mitomanka pragnąca jedynie zwrócić na siebie uwagę? Odpowiedzi poznacie sami sięgając po Unbelievable, a wystarczającą zachętą niech będzie dla Was to, iż w role śledczych wcielają się zdobywczynie nagród Emmy – Toni Collette (widziana ostatnio w horrorze Hereditary oraz w krymialnym Na noże) oraz Merritt Wever.

Niewiarygodne | Oficjalny zwiastun | Netflix


7. Euforia (Euphoria) -- HBO

Ten o pięknej buźce pod tona tapety. Tak zatytułowałem pełną recenzję Euforii od HBO. Dlaczego? Powód jest prosty. Otóż tenże serial pozornie może się wydawać kolejną młodzieżową wydmuszką o wydumanych problemach współczesnych nastolatków uzależnionych od Internetu i narkotyków. I choć nie powiem oczywiście, że jest to wielce dalekie od kłamstwa, a cała ta Euphoria to serialowe szczyty, trzeba przyznać, że w miarę upływu kolejnych odcinków historia ta staje się czymś więcej niż wspomniana wydmuszka i śmiem twierdzić, że warto spróbować przygody z Zendayą i spółką.

Przegrałam po raz pierwszy, ale nie ostatni – wyznaje w jednym z pierwszych zdań „wszechwiedząca” Rue, stanowiąca zarazem wzorcowy wręcz przykład tego, przed czym powinno się chronić dzieci. Chwilę później dowiadujemy się, że dziewczyna przyszła na świat trzy dni po ataku na World Trade Center z 11 września 2001 roku, jednak większą uwagę zwraca na siebie fakt, iż szkolne koleżanki wydają się być zaskoczone tym, że nasza bohaterka w ogóle znajduje się jeszcze wśród żywych. Ona sama nie ułatwia nam – widzom – sprawy, pokazując kilka przykładów swej domniemanej śmierci. I właśnie wtedy cała na biało wjeżdża Jules – nowa w szkole transseksualna dziewczyna, która pewnością siebie mogłaby obdarować dziesięć takich Rue i jeszcze by zostało na cały Teksas, albo Kolorado. Dziewczęta zaprzyjaźniają się, gdy wokół nich trwa szaleńczy, młodzieńczy pościg za… No właśnie, za czym? O tym przekonacie się odpalając HBO lub HBO GO.

Czy Euforia to serial wybitny? Nie. Czy spodoba się wszystkim? Z pewnością nie. Czy wyróżnia się na tle innych młodzieżowych produkcji? Ojj, zdecydowanie TAK! W przypadku tego serialu nie da się przewidzieć swojej reakcji na niego bez oglądania, to trzeba zobaczyć samemu, by na własnej skórze przekonać się z czym to się je. I czym smakuje. Tymczasem, w przeciwieństwie do pozostałych pozycji na liście, fragmentu dotyczącego Euphorii nie zakończę zwiastunem produkcji, a jednym z najlepszych kawałków jakie w tym roku słyszała telewizja, czyli Labiryth feat. Zendaya – All for us

All For Us - Labrinth & Zendaya (lyrics)


6. The Umbrella Academy -- Netflix

Półmetek tegorocznych premier telewizyjnych według PisanePoPijaku zamyka drugi w zestawieniu serial oparty na komiksach związanych z superbohaterami i choć o ile The Boys wyglądają nieco „poważniej” o tyle daleko im w kwestii rozmachu czy lekkości oglądania do The Umbrella Academy. Jeden z pierwszych Netflixowych HITów 2019 zadebiutował dawno, daaaawno temu, bo w lutym, a jednak udało mu się zachować w mojej pamięci na tyle dobrze, że zaledwie pięć innych tytułów uznałem za lepsze w tym roku. W czym tkwi sekret? Sam nie wiem, dowiem się dopiero pisząc na gorąco ten tekst 😉

Generalnie sprawa wygląda tak: W październiku 1989 roku, 43 kobiety na całym świecie urodziły dzieci. Oczywiście porodów tego dnia było znacznie więcej, jednak to właśnie te 43 są wyjątkowe, chociażby z tego względu, że jeszcze poprzedniego dnia, żadna z przyszłych matek nie była w ciąży! Matkami zresztą również przestałyby być jeszcze szybciej niż sama ciąża trwała, bowiem w chwilę po porodzie kilkorgiem z dzieci zainteresował się miliarder – sir Reginald Hargreeves, odkupując od zszokowanych kobiet siedmioro wybrańców, których to umieścił w swoim domu, a jednocześnie tytułowej Umbrella Academy. Jako, że mówimy tu o produkcji bazującej na superbohaterskim komiksie, nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem, jeśli zdradzę, że każde z „rodzeństwa” posiadać będzie jakieś nadprzyrodzone moce? Jedno z dzieci jest niebywale silne, inne zręczne, trzecie może każde wypowiedziane przez siebie słowo zamienić w prawdę, czwarte potrafi podróżować w czasie itd. itd.

Serial nie wystrzega się wad. Niektórzy zarzucą Akademii bycie tylko i wyłącznie, ślicznie opakowanym cukierkiem; fani komiksowego pierwowzoru pokręcą nieco nosami na myśl od lekkim odejściu od materiału źródłowego, zaś krytycy zbytne ugrzecznienie w momentach, gdzie można było zdecydowanie bardziej „pojechać po bandzie”. I chociaż z ostatnim nie sposób się nie zgodzić, bo i ja sam dodałbym tu i ówdzie nieco więcej pieprzu (co rekompensują jednak dwa ostatniej odcinki pierwszego sezonu), nie da się też odebrać The Umbrella Academy tego co jej, czyli kapitalnej mieszanki efekciarstwa, ciepła, bardzo przekonującego aktorstwa oraz „po prostu” bycia świetnie napisaną historią. Jednoosobowe jury PisanegoPoPijaku jest trzy razy na TAK, bo to świetna rozrywka jest!

PS Całą recenzję przeczytacie TUTAJ.

The Umbrella Academy | Oficjalny zwiastun [HD] | Netflix


5. Jak nas widzą (When They See Us) -- Netflix

Po drugim serialu o bohaterach z pelerynami, pora na drugi, który nie doczekał się na blogu pełnej recenzji. Co ciekawe ponownie jest to produkcja spod znaku Netflixa, a także, po raz kolejny, historia, która wydarzyła się naprawdę. W tym przypadku dłuższego tekstu brak z uwagi na to, że sam serial skończyłem oglądać dosłownie przedwczoraj, wiedząc już, że sam tytuł znajdzie na tej oto liście. I jeśli ktoś (zgodnie zresztą z prawdą) nazwał poprzedni tytuł Niewiarygodne, to wierzcie mi, niewiarygodne jest dopiero to co serwuje nam When They See Us – historia piątki nastolatków z Nowego Jorku, która w 1989 roku została oskarżona o zbiorowy gwałt w Central Parku.

Nie chcę spoilerować, jednak zrobię to, by mimo wszystko serial nieco zareklamować i uwierzcie, że to co za chwilę przeczytacie nie zepsuje Wam zabawy, ja natomiast nie zdradzę jak serial się kończy (a zapomniałem wspomnieć, że liczy on zaledwie cztery, trwające nieco ponad godzinę odcinki). Tak więc jak zostało już napisane When They See Us to historia oparta na autentycznych wydarzeniach, w której to pięciu nastolatków (czterech Amerykanów i jeden Meksykanin) zamieszkujących niebezpieczny tak wówczas (pod koniec lat 80.) jak i dziś Harlem – bądź co bądź „szemraną” dzielnicę New York City, zostaje oskarżonych o gwałt na białej (co ważne, zwłaszcza biorąc pod uwagę inny odcień skóry oskarżonych) biegaczce odbywającej rutynową, wieczorną przebieżkę po Central Parku. Zebrani przez policję z łapanki chłopcy zostają w sposób daleki od sprawiedliwego zmuszeni (pod groźbą surowych kar i obietnicy szybkiego powrotu do domów) do opisania tak samej zbrodni jak i przyznania się do niej. Wszystko bardzo szybko podchwytują media, które bazując na fałszywych oskarżeniach od początku przekonane są o winie chłopców uruchamiając tym samym okrutną nagonkę na domniemanych przestępców.

Jak pisałem – nie będę spoilerował, dodam jednak, że sam proces sądowy to jedynie połowa całego obrazu (od trzeciego odcinka zaczyna się „życie po procesie”). Obrazu niezwykle przejmującego i sprawiającego, że pięści mimowolnie zaciskają nam się w trakcie seansu. Genialnie zagrane, świetnie poprowadzone fabularnie (sprawdzałem, to wszystko, aż po ostatnią scenę dokładnie tak samo wyglądało w realnym życiu), trzymające w napięciu! Gdyby nie fakt, że w tytułach jakie znajdziecie w tym tekście poniżej, zakochałem się bezwarunkowo, Jak nas widzą znalazłoby się (a powinno!) wyżej niż na pozycji numer pięć.

Jak nas widzą | Oficjalny zwiastun [HD] | Netflix


4. After Life -- Netflix

Zdecydowanie najmniej przekonujący plakat promujący ze wszystkich tu zebranych, jedyna w zestawieniu komedia i zaledwie sześć odcinków. Jakim więc cudem After Life od Netflixa (ważne o tyle, że jest to najwyżej notowana przeze mnie tegoroczna premiera tej platformy, bowiem całe podium zajmą tytuły HBO) znalazło się tak wysoko? Dwa słowa: Ricky Gervais. Twórca oryginalnej, brytyjskiej wersji Biura, Dereka, czy Było sobie kłamstwo. Aktor, komik, stad uper, reżyser, scenarzysta, producent, postrach całego Hollywood ze względu na „soczyste” przycinki jakimi obdarowuje gwiazdy podczas regularnego prowadzenia wielkich gal show biznesu, takich jak ceremonia rozdania Złotych Globów. Człowiek-orkiestra można by rzec. Dodatkowo jest to również człowiek, który napisał, wyreżyserował, a także zagrał główną rolę w wywołującej salwy śmiechu oraz łzy wzruszenia perełce, jaką jest omawiane właśnie After Life.

Cały tekst dotyczący serialu znajdziecie TUTAJ, a na chwilę obecną delikatne przybliżenie obrazu… Otóż fabuła jest banalnie prosta, mianowicie ta króciutka opowieść to historia Tony’ego (w tej roli rzecz jasna Gervais), a właściwie wycinek owej historii i to w jej najtrudniejszym momencie – w trakcie przejmującej żałoby po śmierci żony, Lisy (urocza Kerry Godliman). Jako widzowie nie wiemy jakim człowiekiem był Tony przed dramatycznym ciosem od losu, możemy się jedynie domyślać, iż był to facet pełen poczucia humoru i radości z życia, typowa dusza towarzystwa. Skąd takie przypuszczenia? Chociażby ze wstawek z odtwarzanych przez bohatera nagrań „zza grobu” jakie zostawiła mężowi chorująca na raka Lisa, oraz z postawy kolegów z pracy (Tony jest dziennikarzem lokalnej gazety w jednym z małych, angielskich miasteczek), którzy ze wszystkich sił starają się poprawić nastrój wdowca. Ten zatraca jednak po śmierci małżonki sens życia i wymyśla sobie, że posiadł cudowną supermoc – może robić co i jak mu się zechce, a jeśli komuś się to nie podoba to jego problem, on sam zostawił sobie przecież furtkę – zawsze może się zabić.

Zaskakujący opis jak na komedię, prawda? Wszystko dlatego, że tak naprawdę to z czym mamy do czynienia w After Life to tzw. „czarna komedia” lub jak kto woli – typowy brytyjski humor. Nie brakuje tu scen i tekstów ocierających się dla wielu widzów o dobry smak, jednak co ciekawe, nie brakuje również momentów chwytających za serce. Całość przyrównać można do pysznego dania w sosie słodko-kwaśnym i to porównanie jest w tym przypadku chyba najbardziej właściwe. Cóż więc mogę Wam życzyć jeśli nie… SMACZNEGO! Sięgajcie po Ricky’ego Gervaisa na Netflixie, naprawdę warto!

After Life | Główny zwiastun | Netflix


3. Rok za rokiem (Years and Yeard) -- BBC/HBO

Podium najlepszych tegorocznych premier telewizyjnych otwiera produkcja BBC (w Polsce emisja na HBO), która równie dobrze mogłaby dzisiejszy ranking wygrać, bo przyznam szczerze, że trzy najlepsze tytuły, włącznie z tym, chciałem nagrodzić 1. miejscem ex aequo. Lubie jednak gdy wszystko jest równo i ładnie ułożone, dlatego świetny Rok za rokiem ląduje na pozycji trzeciej, łącząc w sobie zalety dwóch obrazów, które jeszcze tu znajdziecie, a zarazem – mimo wszystko – będąc od nich ODROBINĘ (choć to wyłącznie moje zdanie) słabszym. Jeśli jesteście fanami Czarnego lustra, czy też nieszczególnie optymistycznych wizji naszej przyszłości, zapnijcie pasy i czytajcie dalej niniejszy tekst (lub też całość TUTAJ) najzwyczajniej w świecie przełączcie okienko przeglądarki na HBO GO.

Jako, że serial „kręci się” wokół losów rodziny Lyonsów z Manchesteru, pozwolę sobie ich przestawić. W jej skład wchodzi rodzeństwo – doradca finansowy Stephen (wraz z żoną Celeste oraz dwójką nastoletnich córek), urzędnik miejski Daniel (z partnerem), aktywistka Edith, tryskająca niesamowitym optymizmem, poruszająca się na wózku Rosie oraz seniorka rodu, konserwatywna babcia Muriel. Mamy tu więc rasowo mieszane małżeństwo, homoseksualistów, konserwatystów oraz osobę niepełnosprawną. Ktoś mógłby już w tym momencie odrzucić Years and Years, argumentując decyzję tym, że co za dużo to niezdrowo, że na kilometr wszystko tu zalatuje „lewacką propagandą”. Zwłaszcza kiedy mówimy o obrazie chcącym nam pokazać niekoniecznie różową przyszłość, bo – co chyba najważniejsze – tytuł nie jest tutaj przypadkowy, bowiem na przestrzeni zaledwie sześciu odcinków poznamy jedną z wizji tego jak mogą potoczyć się dalsze losy świata od globalnej polityki, po życie zwykłych, szarych obywateli.

Nie jest to produkcja idealna, zdarzają się błędy takie jak momentami zbyt pospieszne tempo akcji, czy lekkie zmarnowanie potencjału drzemiącego w niektórych bohaterach. Część widzów może się obruszyć na drwienie z pro-prawicowej polityki, jednak to nie o prawą, czy lewą stronę tu chodzi, a o rodzinę, o drobiazgi dnia codziennego, o cieszenie się każdą pozytywną chwilą, czy wreszcie o otwarcie oczu na zmiany wokół nas, które miały miejsce wczoraj, mają dziś i będą miały jutro. Serdecznie polecam, bo Rok za rokiem to klasa sama w sobie.

Years & Years (2019): Official Trailer | HBO


2. Watchmen -- HBO

W trakcie recenzji, którą znajdziecie TUTAJ pisałem o tym, że zastanawiam się, czy aby nie umieścić Watchmen na pozycji najlepszej serialowej nowości 2019. Chwilę temu mogliście przeczytać, że cała pierwsza trójka prezentuje zbliżony i niezwykle wysoki poziom. Tak jest w istocie, dlatego fakt, że dzieło Damona Lindelofa ląduje finalnie na miejscu drugim nie jest dla niego żadną ujmą. Rok za rokiem łączy elementy wyobraźni z próbą bycia czymś „realnym”, tytuł z miejsca pierwszego to czysty realizm (oczywiście w warunkach telewizyjnych), natomiast omawiani właśnie Strażnicy to wybitne dzieło stworzone w ludzkiej głowie, będące zarazem kontynuacją pierwotnego (równie, jeśli nie bardziej wielkiego) obrazu. Tylko… o co w tym wszystkim chodzi? Co to za Watchmen? Już spieszę z wyjaśnieniem.

Tak naprawdę wszystko zaczęło się w roku 1986, kiedy to światło dzienne ujrzał pierwszy zeszyt komiksu Watchmen, autorstwa Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa. Opowiada on historię „emerytowanych” superbohaterów, którzy po zamordowaniu jednego z ich kompanów, postanawiają zakasać rękawy i połączyć siły w walce ze wspólnym przeciwnikiem. W roku 2009 Zack Snyder przeniósł ową historię na ekrany kin. Teraz natomiast pan Lindelof daje nam kontynuację pierwowzoru, tyle, że przeniesioną do czasów współczesnych. Dlatego też (z małymi wyjątkami) nie uświadczymy tutaj obecności bohaterów znanych z kart komiksu, czy dosyć wiernej ekranizacji sprzed dekady. W Watchmen 2019 świat idący naprzód wedle wskazówek pierwowzoru przez te ponad trzydzieści lat, różni się od tego jaki znamy z naszej rzeczywistości. Nadal istnieją brutalne i niezdrowe podziały rasowe, wszystko jest mniej cyfrowe, a policjanci, tak jak i przestępcy, chowają twarze za maskami. Jedną ze stróżów prawa jest niejaka Angela Abar (w tej roli nagrodzona Oscarem Regina King), która poradzić musi sobie ze śmiercią przyjaciela, odnalezieniem własnych korzeni oraz walką z o wiele bardziej licznemu przeciwnikowi.

Powyższy opis to nawet nie kropla w morzu tej historii. Historii, dodajmy, w którą początkowo nie jest łatwo się wgryźć. Pierwsze dwa odcinki mogą wywołać mieszane uczucia, jednak z dobrego serca, radzę Wam śledzić tę opowieść do samego końca (i tu SPOILER: Watchmen posiada zdecydowanie najlepsze zakończenie ze wszystkich tegorocznych seriali). Każdy, najdrobniejszy nawet szczegół, który może nam się w początkowej fazie serialu wydawać nieistotny dla fabuły, stanowi trybik tej niesamowitej machiny ludzkiej wyobraźni jaką jest ten serial. Właściwie ciężko zacząć nawet wymieniać zalety, ponieważ wyszłaby z tego laurka na dwie strony, dlatego zróbcie nawet nie mnie, a sobie tę przyjemność i sprawdźcie Strażników od HBO!

Watchmen - trailer


1. Czarnobyl (Chernobyl) -- HBO

Zwycięzca tego zestawienia był już tak naprawdę znany w okolicach maja/czerwca, bo właśnie wtedy na ekranach telewizorów triumfy święcił debiutujący wówczas Czarnobyl. Historia nie potrzebująca właściwie większego opisu. O tym co wydarzyło się w radzieckiej elektrowni jądrowej usytuowanej na terenie obecnej Ukrainy w kwietniu 1986 roku, wie chyba każdy kto choć odrobinę interesuje się historią, lub otaczającym go światem. Wybuch reaktora, skażenie znacznych obszarów Ukrainy, Białorusi oraz Rosji, chmura radioaktywnego pyłu rozciągająca się nad całą niemal Europą, „opieszałość” (najdelikatniej mówiąc) rządu ZSRR, czy zatajanie informacji przed opinią publiczną, to zaledwie garstka podstawowych informacji odnośnie największej katastrofy jądrowej w dziejach ludzkości. Jeśli chcecie poznać więcej szczegółów, czym prędzej obejrzyjcie najlepiej oceniany (nie bez powodu zresztą) serial tego roku – Chernobyl (wcześniej śmiało zajrzyjcie po pełną recenzję obrazu).

Cóż można napisać o tytule odtwarzającym znaną wszem i wobec historię? Wydawałoby się, że niewiele, dlatego dla ułatwienia zacytuję samego siebie z podlinkowanego powyżej tekstu: A o czym ma być serial zatytułowany Czarnobyl, jeśli nie o katastrofie elektrowni? Na tzw. chłopski rozum wszystko się zgadza, jednak jak już w pierwszych słowach mówi do nas Jared Harris wcielający się w postać doktora Walerija Legasowa – wybitnego radzieckiego fizyka jądrowego, będącego zarazem członkiem komisji badającej przyczyny awarii: Jaka jest cena kłamstw? Nie chodzi o to, że mylimy je z prawdą, ale o to, że usłyszawszy dość kłamstw, przestajemy rozpoznawać prawdę w ogóle. Co wtedy? Porzucamy nadzieję na poznanie prawdy i zadowalamy się opowieściami. Nieważne kim są ich bohaterowie, my chcemy tylko wiedzieć, kto ponosi winę. I tu tkwi sedno i właśnie o tym opowiada ta entuzjastycznie przyjęta zarówno przez widzów jak i krytyków produkcja – nie o katastrofie samej w sobie, a o kłamstwach, prawdzie, propagandzie oraz o prawdziwych bohaterach, którzy nie potrzebują peleryn.

Nie ma w zasadzie czego dodawać. Czarnobyl to produkcja wybitna pod każdym względem, której naprawdę nie sposób cokolwiek zarzucić. Aktorstwo, muzyka, montaż, oddziaływanie na widza… można by tak w nieskończoność. Właściwie to nie mam nawet zamiaru nikogo specjalnie przekonywać do sięgnięcia po Najlepszy Serial 2019, o którym właśnie piszę, jeśli tego nie zrobicie, sami będziecie sobie winni 😉 .

Czarnobyl - trailer


  • Fot: Netflix, HBO, BBC, Amazon Prime Video

Jeden Komentarz

  • Avatar

    Andzka

    Myślę, że to dobre 10 pozycji. Paru z nich wciąż nie miałam jeszcze okazji obejrzeć, ale dobrze, że mi o nich przypomniałes. Niekoniecznie postawilabym Czarnobyl na 1szym, dla mnie bezapelacyjnie w tym roku wygrał years and years.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *