TAKIE TAM

Ten o windzie na dziesiątym…

Kilka miesięcy temu wyskrobałem wpis. Jaki? Ten o tym, co wkurwia mnie najbardziej. I dzisiaj oto nastał dzień, w którym zaktualizuję listę wkurwów o jedną nową rzecz. Zanim jednak do tego dojdziemy chciałem podziękować za głosy oddane w #PiątkowychAnkietach, do których co tydzień miałem pisać nowe teksty, żeby pobudzić swoją kreatywność. Idzie mi co najmniej słabo. Dzisiaj jednak się to zmieni ponieważ – SURPRISE, SURPRISE (!) – ten wpis jest również wpisem „ankietowym”. Pytanie brzmiało: Gdybyście złapali złotą rybkę lub dżina i mieli trzy życzenia to podalibyście normalnie trzy, czy jako trzecie zażyczylibyście sobie kolejnych trzech życzeń? Pytanie bardziej skomplikowane niż mogłoby się wydawać. Wykazać się sprytem, który ktoś inny uzna za „cwaniactwo”? To kwestia zachłanności? Zasad? No i co z tym nowym wkurwem?

W lipcu zeszłego roku, z 34. latami na karku napisałem, że wkurwiają mnie kolejki na dziale mięsnym w osiedlowym spożywczaku, sąsiedzi z lewej co to NON STOP się drą na własne dzieci, jazda za eLkami, brak punktualności (to przede wszystkim) i ponownie kolejki tym razem przy kasie z alkoholem i ciastami w tym samym osiedlowym spożywczaku. Zawsze znajdzie się tam babka, która widząc, dosłownie widząc olbrzymi kawał ciasta z galaretką z truskawkami będzie dopytywać z czym jest to ciasto. Widać gołym okiem, że z truskawkami, bo truskawki to główny i najbardziej oczojebny składnik tego deseru. Ba, nawet podpisane: „z galaretką i truskawkami”! Ale nie, ona musi zapytać. Tak dla pewności. Bo może to zmyła i te okrągłe czerwone z wierzchu to suszone morele, albo inne kiwi. Booooże, jak mnie to wkurwia! Po roku równie mocno jak wtedy – w lipcu 2018.

Wracając jednak do dżina i trzech życzeń, zdradzę, że sam zaznaczyłem opcję „jako trzecie życzę sobie kolejnych trzech życzeń” (dodam, że w całym głosowaniu stosunkiem 53-47% wybraliście tę drugą, bardziej “uczciwą” opcję). Czy czyni mnie to złym człowiekiem? Czy jestem pazerny? A może sprytny? Ciężko powiedzieć. Dlaczego? BO NIKT NIGDY (!!!) NIE BYŁ W TAKIEJ SYTUACJI! Zresztą wyobraźcie sobie, dokładnie w tej chwili zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie siebie samych w akcji pod tytułem „Stoję przed dżinem z magicznej lampy i mam trzy życzenia, co teraz?”. Widzicie to? Nie ma szans, żebyście to widzieli, bo nikt nie wie nawet jakby taki dżin miał wyglądać! Może jak ten z Disneyowskiej kreskówki? Litości! No, ale dobra, załóżmy, że jakoś ten dżin wygląda i macie trzy życzenia. Dla spokoju własnego sumienia, żeby przed samym sobą nie wyjść na egoistyczną szmatę prosicie o pokój na świecie. Niby takie wyświechtane życzenie, jak z wyborów Miss Universe, ale to dobre życzenie. Pokój na świecie. Brzmi spoko. Tylko co jako drugie? Znów coś dla świata, czy może już tylko dla siebie? Myślicie sobie wtedy: „Dobra, mam dwa więc jedno jeszcze dam dla świata, niech znają me dobre serce” i jako drugą rzecz prosicie o to, żeby na świecie nie było głodu. BACH! Macie już dwa zajebiście pozytywne życzenia za sobą, czujecie się dumni! Tylko, że… zostało już jedynie ostatnie życzenie! I co wtedy? Prosić o zdrowie? O pieniądze? Znowu coś dla świata? Stoicie więc przed tym dżinem, który nie wiadomo nawet jak wygląda, gdyż – PRZYPOMINAM – nikt go nigdy nie widział (!) i co? Nie zaryzykowalibyście opcji „na cwaniaka”? Nie poprosilibyście o trzy nowe życzenia? Nie możecie wiedzieć jakbyście się w tej sytuacji zachowali. Dlaczego? Ponieważ dżin z magicznej lampy nie istnieje. A szkoda.

Co się jednak tyczy aktualizacji listy małych życiowych wkurwów dnia codziennego to teraz sedno tej historii. Zaznaczam, że nie jest to wytwór mojej wyobraźni na potrzeby tekstu, a autentyczna akcja, która od przeszło miesiąca przydarza mi się dzień w dzień! Serio. I może to ze mną coś jest nie tak i wyolbrzymiam? Nie wiem. Oceńcie sami. Generalnie zacznę od tego, że mieszkam na siódmym piętrze, co siłą rzeczy sprawia, że codziennie korzystam z windy. Wychodząc z mieszkania na siódmym, kiedy „wołam” windę ta od przeszło miesiąca od zawsze startuje z parteru. W sumie nic dziwnego, przecież winda najczęściej ze wszystkich pięter znajduje się właśnie na parterze. Moje prywatne Z Archiwum X rozpoczyna się w momencie gdy z parteru chcę się wbić do góry na siódme. Za każdym razem od przeszło miesiąca, gdy ja jestem na parterze, winda zawsze stoi na dziesiątym! Jak Boga kocham, ZA KAŻDYM JEDNYM RAZEM! Tak mi się to wbiło do bani, że aż zacząłem rozkminiać, czy może w klatce obok nie wymieniają windy dlatego ludzie z tej drugiej klatki wjeżdżają na dziesiąte “moją” windą, po to żeby dojść do chaty tym przejściem między klatkami. Okazuje się, że z windą obok wszystko jest w porządku. Pytam więc: Jakim, kurwa, cudem, ta cholerna winda zawsze jest na dziesiątym, skoro przez tyle poprzednich lat tak nie było? I nie, nie jest tak, że jeździ cały czas parter-10. Sprawdziłem. Na litość boską, ilu ludzi może mieszkać na dziesiątym, skoro są tam tylko trzy mieszkania? Ktoś mógłby pomyśleć: „Oj gościu, chciałbym mieć takie problemy”. Odpowiadam więc z góry: Spoko, mam większe typu kredyt na mieszkanie, nadwaga, nadciśnienie, pieniądze… i jeszcze kilka innych. I właśnie dlatego, że mam te „większe” problemy tak bardzo WKURWIA mnie taka pierdoła, że kiedy stojąc na parterze z ciężkimi siatami pełnymi zakupów, albo po prostu wracając z pracy, za każdym cholernym razem muszę czekać aż ta metalowa buda zjedzie łaskawie w dół przez całą wysokość budynku! Czy tylko mnie wydaje się to dziwne? Jako „twórca internetowy” (lol) napiszę jak napisaliby w tym momencie inni „twórcy internetowi”: Dajcie znać w komentarzach 😉

I nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, historia zatacza koło, a my ponownie znajdujemy się naprzeciw dżina-widmo z tym jednym, ostatnim życzeniem. Zastanowiliście się już nad nim? Może ta opcja „na cwaniaka” wcale nie jest taka zła, co? Ja przemyślałem tę sprawę dokładnie. Czego bym sobie życzył? Pieniędzy? Eeeee, bez sensu. Znam siebie i wiem, że gdybym miał hajsu jak lodu to za miesiąc, najdalej rok leżałbym gdzieś martwy. Popłynąłbym z tą gotówką, jestem bardziej niż pewien. Życzyć sobie lub wszystkim zdrowia? Noooo, pomysł nie najgorszy, ale w sumie jak człowiek na nic nie choruje, ani nic go nie boli, czyli nie ma na co narzekać to jakoś nudno by było. Może więc znów coś dla świata? Może szczęścia dla wszystkich ludzi na całym globie? Gówno tam! Dostali już pokój i jedzenie, ile można rozdawać? Aż tak dobrego serca nie mam. Dlatego też, życzyłbym sobie czegoś wyłącznie dla mnie. Na maksa egoistycznie, egocentrycznie i w ogóle pro-ego, mianowicie, Drogi Dżinie proszę… proszę, by ta cholerna winda choć raz znów zjechała choćby z ósmego. Dla Ciebie to zaledwie dwa małe piętra. A dla mnie? Dla mnie to o jeden mały wkurw mniej.

 


  • Na koniec, tradycyjnie już nuta, przy której powstawał wpis. Tym razem kojąca i kozacka. Polecam.

… “Mo money, Mo problems”…

Wu-Tang Clan – Back In The Game (Phoniks Remix)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *