Ten o tortilli z piekła rodem…

Ten o tortilli z piekła rodem…

Podobno na małego głoda najlepsze jest Danio. Jednak co zrobić, jeśli dopadnie Cie głód większy? Opcji jest kilka: pół bochenka chleba z pasztetową, pizza, kebab. Można też coś ugotować, ale komu by się chciało? No, na pewno nie mnie. Zwłaszcza kiedy jestem w obcym mieście, pół Polski od Torunia i kurde, zjadłbym coś. Przechadzam się główną ulicą nieznanej mi, aczkolwiek całkiem przyjaznej starówki i nagle oczom moim ukazuję się napis „tortilla”. W sumie lubię tortillę, a dawno nie jadłem. Co mi więc szkodzi wejść i się rozejrzeć? W zasadzie nic, dlatego wchodzę…

Lokal nie powalający rozmiarami, za to klimatyczny; zwie się Western Tortilla. Na ścianach plakaty kinowych przebojów związanych z Dzikim Zachodem, takich jak „Nienawistna ósemka” Tarantino, czy „Dobry, zły i brzydki” z Eastwoodem w jednej z głównych ról. Zaczynam cenić to miejsce zaraz po przekroczeniu progu.

Menu całkiem bogate jak na knajpę, która specjalizuje się w jednym tylko daniu. Do wyboru m.in. tortilla amerykańska, hawajska, węgierska, meksykańska, indyjska, tajska… i jakieś tam jeszcze inne. Postanawiam pozostać wierny kontynentowi i decyduję się na węgierską, bo dodatkowo skojarzyła mi się z gulaszem, a umówmy się – gulasz ma wszystkie inne potrawy pod sobą, nie licząc placka po węgiersku zawierającego… gulasz. Nie będę nawet rozwijał wątku, to równie oczywiste jak fakt, że Ziemia się obraca.

– Dzień dobry.
– Dzień dobry, poproszę tortillę węgierską.
– A na jakim placku?
– ?
– Pszennym? Pomidorowym? Szpinakowym?
(Tego się nie spodziewałem, chciałem po prostu trochę zawiniętego w cokolwiek mięsa. Zaskoczyła mnie skubana)
– Nie wiem.
– Heh.
– Heh.
(Niech ktoś zatrzyma te karuzelę śmiechu!!!)
– A jaki pani poleca?
– W tym przypadku pomidorowy 🙂
– Świetnie, w takim razie poproszę na pomidorowym 🙂
– Proszę bardzo 🙂  Tortilla będzie gotowa za 10 minut. Chce pan na miejscu? Na wynos?
– Na miejscu 🙂
– Może coś do picia?
– Może Nestea? 🙂
– Proszę 🙂
– Dziękuję 🙂
Powoli ja i przemiła dziewczyna zza lady stajemy się sobie coraz bliżsi. Nić porozumienia jest bardziej niż wyczuwalna, jednak nie chcę się narzucać, w końcu maniery zobowiązują; chwytam lodowatą herbę w plastikowej butelce i siadam przy stoliku wyczekując węgierskiego cuda.

Rozglądam się dookoła i muszę przyznać, że klimat całkiem sympatyczny; prawie jakbym znajdował się na planie westernu. Nagle uwagę moją przykuwa plakat, na którym obcy koleś niczym cyrkowiec dmucha kulą ognia; napis na plakacie głosi: „Zjedź naszą piekielna tortillę w czasie dwóch minut a dostaniesz pakiet 5 tortilli gratis. LISTA NAJLEPSZYCH WYNIKÓW NAD BAREM”. Zerkam ponad bar i rzeczywiście znajduję tam listę z numerkami od 1 do 5, jednak tylko trzy z nich są zapisane; zaledwie trzem śmiałkom udało się pochłonąć piekielną tortillę w czasie poniżej dwóch minut, z czego jeden z nich nazywał się „Chudy”. Poważnie. To co wydarzyło się później również nie jest ściemą, ta historia, niestety, jest prawdziwa…

Mija około dziesięciu minut (bo dopiero co otrzymałem moje zamówienie prosto z Węgier) kiedy do lokalu wchodzi On i jego niunia. Król bramki na sobotniej imprezie w mieście, pół Bóg siłowni, głowa wygolona, bicki na wierzchu; daję sobie rękę uciąć, że na parkingu stoi przemycone zza niemieckiej granicy BMW. Czarne, no bo jakże by inaczej. Na prężnym ramieniu uwiesiła mu się Andżela. Solka zaliczona, krótkie spodenki odsłaniające połowę tyłka są, owinięta wokół palca, ciągnąca się od ust guma do żucia – jest. Typowa Andżela.

Seba (tak go sobie nazwałem) podchodzi do lady i bez zbędnego pierdolenia w stylu „Dzień dobry” rzuca: „Jedną piekielną i szykujcie pięć na wynos”. Mruga do Andżeli, która z podniecenia mało nie zadławiła się gumą.
– Dobrze – odpowiada moja ulubienica zza lady – coś do popicia? Mleko?
– Mleko??? – Seba zaraz pęknie ze śmiechu – Na chuj mi mleko dziewczyno?
– Mleko łagodzi pikantny smak 🙂
– Chcę tortille. Bez mleka. I szykujcie kolejnych pięć.
– Zobaczymy – odpowiada dziewczyna, a mnie podoba się jej pazur. Wyczuwam, że kto jak kto, ale ona wie kto z potyczki Seba VS Tortilla wyjdzie zwycięsko.

Zajadam się węgierską i powiem szczerze: jest zajebista! Nie wiem czy zawiera gulasz, ale placek wyrywa z butów, w środku mięsa jakby tam pół świniaka skroili; jest moc!
Jestem w połowie jakże wykwintnego posiłku kiedy do Seby dociera tortilla z piekła rodem. Gosia (tak z kolei nazwałem kelnerkę zza lady, bo Gosia to takie spoko imię) pyta czy aby na pewno nie podać nic do picia.
– Nie i włączajcie stoper.
Widać, że jest pewny siebie, emocje sięgają zenitu.
Stoper ruszył, wszystko dookoła wygląda jak na zwolnionym tempie w filmie. Ptaki za oknem stanęły w miejscu, pozostali goście Western Tortilla wstrzymują oddech, Andżela po raz kolejny owija palec gumą, Seba łapczywie pochłania pierwszy, solidny kęs…

Oczy wyjebały mu z orbit! Przepraszam za wulgaryzm, ale inaczej nazwać się tego nie da, bo one mu nie „wyleciały”, one mu z tych orbit najzwyczajniej w świecie wyjebały. Pewnie napiłby się w tym momencie mleka, ale wstyd poprosić. Tak czy inaczej Seba wychodzi z założenia, że skoro powiedziałeś A, musisz powiedzieć i B, wgryza się więc ponownie w piekielną, a mnie zaczyna go być szkoda.
Po trzecim gryzie ma łzy w oczach, a grymas malujący się na twarzy Andżeli oddaje niesmak i zażenowanie. Ja najedzony wychylam ostatni łyk Nestea i szykuję się do wyjścia. Nigdy w życiu nie jadłem tak smacznej tortilli!

Dwa kroki przed progiem dobiega mnie zdławiony głos Seby, któremu łzy spływają po polikach…
– CZAS!! – krzyczy.
– 3:45 – odpowiada Gosia.
– Niemożliwe!!!
– Możemy powtórzyć.
– Yyyy, to co, chociaż tę będę miał za darmo?
– Niestety, 14.50 poproszę.

Wychodzę na zewnątrz, ciepłe promienie Słońca padają na twarz, zachęcając do poznania uroków odwiedzanej po raz pierwszy miejscowości. Podobno wznosi się tu znana na cały kraj Wieża, podobno nad krajobrazem górują przepiękne Bazyliki i Kościoły, podobno maja tu nawet własną Wenecję. Ruszam więc w miasto z nową maksymą w sercu: Nigdy nie pchaj się do piekła, jeśli to dla Ciebie zbyt wysokie progi. A już na pewno nie bez szklanki mleka w dłoni.


Fot.: instagram.com/pisanepopijaku/

  • Zdjęcie dzięki uprzejmości Bookiecik.pl – najlepszego stricte literackiego portalu w tym kraju.

To też może Ci się spodobać:

7 komentarzy

  1. A już myślałem, że sam zmierzyłeś się z piekielną. 😀 Cóż to za miasto było?

  2. Miasto to Opole 🙂
    A tortilla wyrywa z butów. (W sensie pozytywnym oczywiście)

  3. ciekawe czemu akurat Seba 😛 następnym razem weź piekielną i mleko 😀

  4. Bardzo dobry tekst. Szklanka mleka zawsze pożądana, szczególnie w świecie piekłem zwanym 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *