TAKIE TAM

Ten o gofrze imieniem Dawid…

Kolejny – czwarty już – tekst inspirowany ankietą na Facebooku, przed nami. Pamiętacie jeszcze kto walczył? Przypomnę: Naleśniki z Goframi. Pomysł na taki właśnie wybór podrzuciła mi siostra, a ja wrzucając głosowanie w Sieć myślałem: „Gofry i naleśniki? Przecież nie ma szans, że tu będzie choćby blisko. Zdecydowana większość ludzi przynajmniej z przyzwyczajenia wybierze naleśnika”. O jakże się myliłem! Okazało się bowiem, że była to najbardziej wyrównana rywalizacja, ze wszystkich dotychczasowych, a zadecydowały trzy głosy różnicy. Wygrały co prawda rzeczywiście naleśniki, jednak ilość głosów oddanych na gofry kazała mi się zastanowić DLACZEGO ktoś wybrał właśnie gofra, skoro to raczej sezonowy rarytas. I wtedy mnie oświeciło – przecież gofry kojarzą się z latem! A jako, że jesteśmy już za połową maja, w powietrzu czuć już zapach lipcowego deszczu. Póki co studzi nas jednak deszcz majowy. Ludzie na ulicach jakby bardziej uśmiechnięci, osiedlowe ogródki niczym dumne pawie chwalą się pięknie kwitnącym bzem, a jak Polska długa i szeroka, pola rzepaku malują krajobraz na słoneczno-żółte, cieple barwy. Pora powoli wrzucać bluzy z powrotem do szaf! I cały ten tok myślenia, który zaczął się od sezonowych gofrów doprowadził mnie do punktu, w którym pomyślałem: Kurwa, a może bym się porwał na wiosenne porządki?! Okna bym umył, kurze starł, kto wie, czy nie zapuściłbym się z mopem aż ZA PRALKĘ! I tak mnie ta myśl zaskoczyła, że aż musiałem to przetrawić odpalając telewizję. A tam co? I jak Boga kocham, to nie ściema – włączam telewizor, a tam Perfekcyjna pani domu! Słowo daję.

Nie mnie oceniać formułę tego programu. Nie mnie osądzać co kieruje ludźmi zgłaszającymi się po to, by pokazać całemu kraju jaki to mają syf pod tapczanem, grzyba na ścianie w dużym pokoju, czy kamień w umywalce. Nic mi do tego, że jak mawia Małgorzata R.: „To nie jest program o sprzątaniu, to program o zmianach” choć ja osobiście upierałbym się przy tym, że to chyba jednak jest program o sprzątaniu. Nie czepiam się, bo otwarcie miała naprawdę mocne i za to szacun! Otóż dowiedziałem się czym najlepiej wywabić plamę z trawy! Wcześniej nie wiedziałem i sądzę, że jeśli ktoś dowiaduje się o tym czytając te słowa, jego również odpowiedź może zaskoczyć, bo odpowiedź brzmi: MLEKIEM! Tak mówi Perfekcyjna pani domu, a ja jej wierzę, więc jakby co: plamę z trawy najlepiej usunąć mlekiem.

I nagle, ni stąd ni zowąd, po tym autentycznie wyrywającym z butów newsie o mleku i trawie, Gosia minusuje się do zera wypalając z tekstem, po którym głosy w mojej głowie krzyczą: „NiEEEEEE, Małgorzato nie rób tego!”, „ NIEEEEEEEEEEEEEE!!”. Katastrofa. Wiecie co powiedziała? UWAGA, wizualizuję sytuację (narratorem jest Gosia): „Zastanawiasz się co zrobić z resztkami jedzenia które przywarły do patelni, jak chociażby po smażeniu jajecznicy? Chcesz umyć tę patelnię, ale akurat spieszysz się wychodząc do pracy, więc umyjesz dopiero po powrocie”. W tym momencie Gosia robi dramatyczną pauzę i zmienia ton głosu, ale naprawdę poważnie zaczyna się dziać, kiedy łamiącym się głosem Perfekcyjna pyta: „CO WTEDY? CO ZROBIĆ Z PATELNIĄ?”. Nie czekając na oklaski, z uśmiechem od ucha do ucha odpowiada sama sobie: „Przed wyjściem wypełnij patelnię bieżącą wodą, dodając małą miarkę płynu do mycia naczyń. Po powrocie do domu resztki z patelni odejdą bez problemu”. Poraziła mnie ta lekcja! I ja już nawet pomijam samonarzucające się pytanie, czyli: Co to jest, kurwa, mała miarka płynu do mycia naczyń? Jaka jest pojemność małej miarki płynu do naczyń? Zresztą nieistotne. Istotne jest za to, że z rady pani Małgorzaty jednoznacznie wynika, iż kiedy namoczymy naczynie, brud zejdzie łatwiej, niż gdyby naczynia pozostały suche. Łaaaaaaał. No Amerykę, kurwa, odkryła! Idź Pan w chuj z takimi radami! Wyłączyłem to dziadostwo nie czekając nawet na koronacje zwyciężczyni odcinka, tak się wzburzyłem!

Zabrałem się wreszcie za te porządki i idzie mi całkiem znośnie. Piszę „idzie mi” w czasie teraźniejszym, bowiem tak się składa, że ten tekst piszę w międzyczasie kiedy schną mi podłogi w całym mieszkaniu. Dosłownie piszę to, bo nie mogę się ruszyć od biurka jeszcze przez jakieś – podejrzewam – dobre dziesięć minut, bo przecież nie będę chodził po świeżo umytym! Jestem tak jebnięty na tym punkcie, że zostawiłem fajki na lodówce w kuchni i wolę nie zapalić pisząc (co NIGDY mi się nie zdarza, bo jak wiadomo – słowa lubią dym) aniżeli przejść się po tę paczkę fajek. Zajęłoby mi to z dziesięć sekund. Zajęłoby mi to mniej czasu niż napisanie tego zdania. A jednak jak ostatni czubek sam siebie uwiązałem przy biurku i edytorze tekstu. Zdecydowanie nie jestem normalny. Za to – autentycznie! – umyłem podłogę ZA i POD PRALKĄ. Nie będę nawet próbował ukrywać, że jestem z siebie szczerze dumny. Ktoś mógłby jednak zapytać: Ok gościu, wszystko spoko, ale co z tymi goframi i naleśnikami? Odpowiadam więc: To właśnie gofry i naleśniki zasponsorowały ten wiosenno-letni tekst na końcu którego znajdziecie wiosenno-letni ŚWIEŻUTKI (premiera przedwczoraj) hit Lany Del Rey. Taka spoko nutka, zadziwiająco wesoło brzmiąca jak na tę wokalistkę, ale w jej stylu. Choć oczywiście nie wszystkim styl ten musi się podobać, więc najwyżej nie odsłuchujcie (polecam jednak dać „Doin’ Time” szansę). I nie zapomniałem o gofrach i naleśnikach. Mało tego, że nie zapomniałem, poświęcę im cały ostatni akapit!

Dzisiaj dla odmiany więcej uwagi poświęcimy stronie przegranej, czyli gofrom, bo jestem pod naprawdę wielkim wrażeniem! Wydawało się, że będzie to walka Dawida z Goliatem i jeśli tak, to tym razem silniejszy Goliat zwyciężył, niech jednak nie podcina Ci to skrzydeł dzielny gofrze Dawidzie! To była piękna walka, a porażka nie napawa wstydem lecz dumą! Dlatego też, na mocy nadanej mi przed samego siebie, ustanawiam dzień jutrzejszy tj. 19 maja DNIEM GOFRA! I gdyby ktoś się teraz zastanawiał, czy na świecie rzeczywiście jest taki dzień jak „Dzień gofra” odpowiadam, że jest. Są nawet dwa takie dni – w krajach skandynawskich „Dzień gofra” (jeśli można to tak przetłumaczyć) obchodzony jest oficjalnie 25 marca, natomiast jest też coś takiego jak „National Waffle Day” obchodzone 24 sierpnia. Nie będziemy jednak przecież czekać do sierpnia, żeby poświętować, co nie? Dlatego bierzcie jutro gofry w dłoń i POKAŻCIE SWOJEGO GOFRA na profilu #PisanePoPijaku! Tak oto dotarliśmy do końca tego wpisu, który w trakcie samego pisania zamierzałem zakończyć słowami: „Pal licho to sprzątanie, idę na gofra!” Ładny, spinający całość klamrą był to finał, prawda? Niestety zakończę dużo bardziej przyziemnie i powiem zgodnie z prawdą, że kończę cały ten wywód i idę po fajki, bo podłoga wreszcie wyschła!


PS Przypominam i polecam…

Lana Del Rey – Doin Time

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *