KSIĄŻKA,  RECENZJE

Ten o absurdzie życia, czyli “Proces” [recenzja]

Raz na jakiś czas trafia się ktoś, dzięki komu świat się zmienia. Banał? Niekoniecznie. Zwłaszcza, gdy w omawianym właśnie przypadku mamy takich ludzi aż dwóch – rzecz jasna autora książki, o której będzie mowa oraz jednego z jego najlepszych przyjaciół. Pierwszy to niemieckojęzyczny pisarz żydowskiego pochodzenia, którego uznaje się za jednego z najwybitniejszych w swoim fachu, drugi zaś to znany niegdyś w praskim środowisku literackim Max Brod, dzięki któremu światło dzienne ujrzały największe dzieła Franza Kafki – pisarza niezwykle enigmatycznego. Wiadomo kiedy się urodził, a także kiedy i na co (na gruźlicę) zmarł. Nie jest tajemnicą, że choć skryty, chętnie wdawał się w romanse oraz regularnie korzystał z usług prostytutek. Był urzędnikiem, współzarządcą fabryki azbestu i zdominowanym przez ojca kawalerem. Jakiś czas przed odejściem z tego świata zażądał od wspomnianego wcześniej Broda, by ten spalił wszystkie jego niedokończone rękopisy. Przyjaciel postanowił jednak inaczej, dając nam wszystkim możliwość obcowania z niezwykłym umysłem, za opus magnum którego uznaje się powszechnie powieść, na której skupi się niniejszy wpis.

Pewnego poranka, który miał być identyczny jak wiele przed nim i wiele następnych, Józef K. budzi się, a właściwie zostaje bezpardonowo wyrwany ze snu przez dwóch urzędników, którzy bez żadnych ceregieli wchodzą do jego pokoju, zjadają mu śniadanie oraz – co najważniejsze – oznajmiają głównemu bohaterowi, że został właśnie zatrzymamy i oskarżony, a lada dzień rozpocznie się jego proces. Na pytania o co i przez kogo został oskarżony panowie nie potrafią udzielić odpowiedzi, wiedzą jedynie, że wkrótce w pokoju pojawi się również „naczelnik” i to on przeprowadzi wstępne przesłuchanie K. W całej tej scenie nie ma agresji, nic nie jest robione siłowo, ot po prostu taka sytuacja. Absurdalna? A i owszem, jednak to dopiero kropla w morzu absurdów wykreowanej przez Kafkę rzeczywistości. Bohater dowiaduje się, że jest zatrzymany, jednocześnie mając – póki co – możliwość normalnego chodzenia do pracy i mieszkania w dotychczasowym lokum. I niech nikogo nie zwiedzie ten pozornie zabawny początek, nie jest bowiem omawiana pozycja lekturą łatwą, lekką i przyjemną, a choć specyficznego humoru nie można jej odmówić, zdecydowanie silniejszymi są tu wrażenia strachu i bezradności.

Nie da się właściwie opisać z czym do czynienia będzie miał Józef K., a co za tym idzie my – czytelnicy. Z drugiej strony mógłbym na dobrą sprawę opisać każdy rozdział Procesu, ale wierzcie mi na słowo, że niewiele by to zmieniło. To trzeba poczuć samemu. Znajdą się tu kancelarie prawnicze usytuowane na strychach rozpadających się kamienic, rozwiązła pani woźna, malarz bez krzty talentu, garbata dziewczynka, czy też ksiądz z niewytłumaczalną opowiastką. Jednak tym co przede wszystkim znajdziemy w omawianym dziele jest poczucie niepewności, a dokładniej (o ile można tak powiedzieć) – niepewności wszystkiego, od postaci po rozróżnienie co tu jest fikcją, a co „rzeczywistością”.

Trudno je rozdzielić, skoro nie wiadomo nawet o co zatrzymany K. został oskarżony (jednocześnie wedle reguł jakimi rządzi się kafkowski świat, jego wina jest „niemal pewna”), kto oskarżenie wysnuł, a także kto i na jakiej podstawie będzie wydawał wyrok. Bohater co chwila odsyłany jest od jednych drzwi do drugich, choć żadna z takowych wypraw nie przynosi pożądanych skutków. Ciągle utrzymuje się oskarżonego w stanie niepokoju oraz wymogu „walki z tym co nieuniknione”. I tak jak dla wielu sama lektura tej króciutkiej „książki o niczym” będzie drogą przez mękę, tak w mnogości interpretacji utworu Kafki tkwi jego największa siła. Jeśli więc nadal czytacie niniejszą recenzję, nie miejcie za złe strzępkowych informacji odnośnie fabuły, czy też pozornie chaotycznej wypowiedzi, tak jest to pisane, ponieważ taka to książka. Dodam, uprzedzając od razu fakty – książka wybitna ( naprawdę nie bez powodu ta niedokończona powieść doczekała się statusu obrazu kultowego i ponadczasowego).

Proces odczytywać można na wiele różnych sposobów i to zarówno pod kątem znaczenia poszczególnych postaci, scen, czy ogólnego przekazu. Jedni widzą w nim krytykę „urzędnictwa” i wszystkiego co z tym związane, inni dadzą sobie uciąć rękę za to, że książka ta uderza w totalitaryzm, kolejni uprą się na opowieść ściśle powiązaną z religią, czy będąc konkretnym – z Bogiem i jego wielkim planem. Prawda jest taka, że rację może mieć zarówno każdy jak i nikt. W moim odczuciu (i sądzę, że możecie się z tą opinia zapoznać nawet bez znajomości lektury) mamy tu do czynienia z metaforą życia, a sam tytułowy proces (sądowy) to tak naprawdę proces życiowy. Tak samo jak Józef K. wybudzony pewnego poranka, tak i mi przychodzimy na świat bez żadnego ostrzeżenia, bez pytań i bez jasnych odpowiedzi; zostajemy w to co nazywamy „życiem” wciągnięci i nie ma już odwrotu. Dokładnie jak w powieści tak i na co dzień nasz los bywa mocno uzależniony od osób, których nie znamy, to nad nami ferowane są wyroki, jak i my sami je wydajemy. Mógłbym tak wyliczać dalej, ale… czy ma to sens?

Sens ma na pewno lektura najbardziej znanego dzieła Franza Kafki, choć zdaje sobie sprawę, że wielu czytelników przewracając ostatnią stronę pomyśli: I o co ten cały hałas? Skąd te zachwyty? Nie jest to książka dla każdego i z całą pewnością nie jest to pozycja nadająca się do przerabiania jej na lekcjach języka polskiego w szkole. Do czegoś takiego trzeba dorosnąć, choć i wówczas nie każdy dostrzeże geniusz autora oraz uniwersalność opowieści. Rzecz jasna (o czym zapomniałem wspomnieć) nie jest to pozycja bez wad, na czele z najbardziej zauważalną, czyli odczuwalnym faktem, iż historia jest niekompletna i niedokończona. Nie wszystkim spodoba się też duszny (dosłownie) klimat, lakoniczne opisy, czyli minimalizm Kafki. Z drugiej strony warto jednak zastanowić się, jakim cudem powieść „o niczym” znajduje się na takim a nie innym miejscu w historii literatury. Być może nie wskoczy Proces do mojego prywatnego TOP5, jednak bez dwóch zdań jest to książka, której nie zapomnę do końca mego marnego żywota.

OCENA: 8/10


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *