RECENZJE,  SERIAL

Ten o szukaniu swojej drogi, czyli „Niepewne” [recenzja]

Rodzina Soprano, Gra o tron, Westworld, Kompania braci, Pozostawieni… i wiele, wiele innych z chociażby jednym z tegorocznych hitów małego ekranu – ekranizacją Ostrych przedmiotów (na podstawie powieści Gillian Flynn) na czele… To tylko niektóre z seriali uznawanych za kultowe, wszystkie spod znaku HBO. A gdzie tu jeszcze Netflix, ze swoimi przebojami? Gdzie Showtime? Gdzie BBC? Miłośnicy seriali nie mają ostatnimi laty powodów do narzekań, bowiem rynek co i rusz zasypywany jest kolejnymi produkcjami. Jak to w takich przypadkach bywa – w każdej dziedzinie, w tym morzu nowości znajdą się dzieła zarówno wybitne, jak i totalne gnioty, którym nie wiadomo dlaczego dano w ogóle szanse, by ujrzały światło dzienne. Istnieją również jednak produkcje niepodlegające żadnej z wymienionych kategorii, czyli niebędące ani masowym hitem, ani klapą, na którą szkoda tracić czasu. Trzecią bowiem grupę stanowią tytuły poniekąd niszowe, które skierowane do konkretnej grupy odbiorców znajdą swych zagorzałych fanów, choć prawdopodobnie nigdy nie będą biły się o główne branżowe nagrody. I właśnie tego typu dziełem są Niepewne autorstwa Issy Rae, której udało się własny internetowy serial, Awkward Black Girl, sprzedać do HBO, a następnie usiąść za sterami jako scenarzystka, producentka oraz odtwórczyni głównej roli. Co z tego wyszło? O tym poniżej[WAŻNE: serial Niepewne liczy na chwilę obecną trzy sezony, w niniejszym tekście, znajdzie się ogólny zarys całości z możliwie najmniejszą dawką spoilerów].

Issa Dee (alter ego twórczyni, czyli Issy Rae) to, wydawałoby się przeciętna, niczym niewyróżniająca się kobieta przed 30-tką, rodem z Los Angeles. Wszystko w jej życiu wygląda na zwyczajne i poukładane: stały, kilkuletni związek z partnerem, z którym wynajmuje mieszkanie, praca w organizacji non-profit oraz grupa oddanych przyjaciółek na czele z prawniczką Molly (w tej roli Yvonne Orji, którą spokojnie uznać można za drugą, nie mniej ważną, główną bohaterkę). Wszystko to jednak tylko pozory, bo jak się okazuje, nawet „zwyczajne” życie potrafi pisać najlepsze scenariusze. Kiedy poznajemy Issę w dniu jej dwudziestych dziewiątych urodzin (ostatni z dotychczasowych sezonów kończy się fabularnie dokładnie rok później), okazuje się, że na chwilę przed zmianą licznika na tę straszną liczbę z trójką z przodu, nic tak naprawdę nie jest ok. Jej facet, choć uzdolniony w dziedzinie nowych technologii, siedzi na bezrobociu, wysyłając kolejne CV, praca natomiast to niemal syzyfowy wysiłek, z ciągłym pchaniem wielkiego głazu pod górę, gdyż jak doświadczyć może tego na własnej skórze Issa, nie każdy tak chętnie jak ona chce pomagać wychowującej się w trudnych warunkach młodzieży. Jedynym pewnikiem jest Molly – kumpela, na którą zawsze można liczyć. Tyle tylko, że i ona w trwającym w kancelarii wyścigu szczurów, stara się znaleźć partnera idealnego, z którym rozpocznie szczęśliwy związek.


Ktoś mógłby w tym momencie powiedzieć, że nuda, że przecież tego typu produkcji, o prawie 30-latkach, szukających wciąż życiowej drogi, jest na pęczki. I tak, oczywiście, że jest ich sporo, jest jednak w dziele Issy Dee coś, co wyróżnia je na tle pozostałych, a tym czymś jest naturalność i swoboda. Na pierwszy rzut oka, wydawać by się mogło, że jest to historia, jakich było już wiele, tylko że tym razem w wersji dla Afroamerykanów. Nic bardziej mylnego, bo choć scenariusz przesiąknięty jest kulturą czarnoskórych mieszkańców Stanów Zjednoczonych, to główna bohaterka nie udaje, nie próbuje być głosem czarnych Amerykanów, nie drąży tematu, a jedynie czasami, z niesamowitym wdziękiem wykpiwa rasistowskie stereotypy. Issa i Molly to normalne kobiety – z zaletami, jak i wadami, jakich miliony na całym świecie. Również popełniają błędy, zdarza im się być lekkomyślnymi, podjąć złą decyzję. Nawet relacja między dwiema głównymi postaciami jest naturalna i szczera: nie jest to przyjaźń polegająca wyłącznie na poklepywaniu tej drugiej po plecach, dziewczyny potrafią powiedzieć sobie wzajemnie bolesna prawdę prosto w twarz, co czyni ich bohaterki jeszcze bardziej autentycznymi.


Na wyróżnienie zasługuje zresztą cała obsada Niepewnych oraz scenariusz, skonstruowany tak zręcznie, że nie skupia się wyłącznie na perypetiach dwóch przyjaciółek, a przybliża nam również postaci poboczne, jak chociażby pozostałe dziewczyny z paczki czy dwóch ostatnich partnerów Issy – Dereka oraz Lawrence’a. Wszyscy oni są „jacyś” i z każdym można w większym lub mniejszym stopniu sympatyzować. Kolejnym atutem serialu jest jego przewrotność. Insecure (tytuł oryginalny) to produkcja zaszufladkowana jako komedia, choć rozczaruje się ten, kto rozpoczynając przygodę z Niepewnymi, liczył będzie na masę przekomicznych gagów co odcinek. Tutaj komedia jest tylko lekko zarysowana, czasem w uśmiechu Issy, czasami w zwykłej codziennej sytuacji, która przydarzyć się może każdemu, przede wszystkim jednak w tym, że całość ogląda się niezwykle przyjemnie. Wpływ na taki, a nie inny, odbiór serialu ma również… jego dramaturgia. Rozstania, kolejne próby poszukiwania partnera idealnego (głównie w wykonaniu Molly) i najnormalniejsze w świecie rozterki dnia codziennego, czyli wspomniana już szczerość oraz naturalność. Na wyróżnienie zasługuje również ścieżka dźwiękowa (ciekawostka: hobby Issy to rapowanie, a każdy odcinek zawiera scenę, w której bohaterka rymuje do lustra na temat otaczającej ją rzeczywistości). Wszyscy miłośnicy „czarnej” muzyki powinni być podkładem dźwiękowym zachwyceni, wychwytując nuty zarówno tych bardziej, jak i mniej znanych, utworów z pogranicza rapu i r’n’b’.


Niepewne to serial, któremu nigdy (a już z całą pewnością nie w Polsce) nie uda się zaistnieć w takim wymiarze i świadomości masowego odbiorcy, jak wymienione na początku tekstu przeboje małego ekranu; nigdy nawet nie znajdzie się w czołówce u własnego producenta (inna sprawa, że jest nim HBO, więc i progi są odpowiednio wysokie). Znajdzie jednak dzieło Issy Rae swoich odbiorców oraz zagorzałych fanów, którzy już teraz z utęsknieniem wypatrują wieści o kolejnym sezonie i nowych perypetiach szukających swojej drogi bohaterów. Obok szczerości i naturalności tego obrazu trudno przejść obojętnie, dlatego nawet jeśli nie zaliczacie się do grupy docelowej Niepewnych, dajcie im szansę, istnieje bowiem spore prawdopodobieństwo, że ta z pozoru zwyczajna historia pochłonie Was bez reszty.


Fot.: HBO

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *