TAKIE TAM

Ten o drugiej stronie lustra [TEKST Z OBRAZKAMI]…

Dzisiaj wreszcie nastał dzień, w którym na Pisane Po Pijaku wodze fantazji ponownie zostaną popuszczone. Dziś wpis z serii TAKIE TAM, czyli z życia. Mało tego, będzie to również tekst powiązany z Facebookową #PiątkowąAnkietą (zachęcam do brania w nich udziału) oraz złem internetu samym w sobie. Co z tego wyjdzie? Nie mam zielonego pojęcia, bowiem wpis ten tworzony jest „na gorąco” prosto z głowy. Od dawna już zresztą chciałem wgryźć się w temat, jednak nie wiedziałem jak. Spróbuje teraz, a Wy, jeśli nie szkoda Wam poświęcić pięciu minut z życia na lekturę, spróbujcie wgryźć się razem ze mną. Wspólnie przeskoczmy na drugą stronę lustra! Pytanie z ankiety brzmiało: Wolelibyście POZBYĆ SIĘ z dróg WSZYSTKICH „ZŁYCH” (nieogarniających jazdy, nie zabijających pieszych) KIEROWCÓW, czy też NIGDY już NIE MUSIEĆ STAĆ W KOLEJKACH? Wyszło na to, że stosunkiem głosów 61-39% wolicie pozbyć się nieogarniających kierowców. Ba, sam zaznaczyłem tę opcję! Jednak kliknięcie w jeden z ankietowych GIFów to zaledwie wierzchołek góry lodowej…

Stanie w kolejkach działa na mnie jak płachta na byka, o czym każdy kto śledzi bloga mógł się przekonać wielokrotnie, w wieeeeelu wpisach poświęconych temu zagadnieniu, jak chociażby w Tym o niedzieli, której nie było, Tym o następnym wcieleniu (swoją drogą uwielbiam ten wpis), Tym o Opowieści (przed)wigilijnej oraz rzecz jasna Tym o rzeczach, które wkurwiają mnie najbardziej. Tekstów poświęconych staniu w kolejce znajdziecie tu na pęczki, wyżej wymieniłem zaledwie kilka pierwszych z brzegu. Nie ma co ukrywać – kolejka nie jest najlepszym przyjacielem człowieka. Przynajmniej nie moim. Ale co z kierowcami? Co z puszczającymi kierunkowskaz w prawo, jednocześnie jadącymi w lewo? Co z hamującymi bez powodu z 60 na godzinę do zera? Co z zamulaniem lewego pasa? Co z tradycyjnymi polskimi: „Koła Ci, kurwa, pajacu związali?!” czy uprzejmym jak nóż w plecy: „Już bardziej zielone nie będzie!”. I kiedy kilka dni temu rozstrzygam w głowie tę kwestię, stojąc przy okazji w zajebiście przyjaznym korku, podkręcam volume w samochodowym radiu, a tam niczym anioł przez otwarte bramy niebios spływa na mnie ona. Maryna.

Nie, nie ta Maryna od największego bohatera polskich gór, którego przygody na antenie TVP mielone są do obrzygania każdego lata od ćwierć wieku, czyli Janosika. Nie mówię o Marynie oscypkowej, a tej której głos rozświetla mroki nocy, małżonce nieco ciapowatego reprezentacyjnego bramkarza, zdobywczyni Eska Music Award za Debiut roku (fakt, że 10 lat temu) – Marynie Łuczenko-Szczęsnej. I choć nie wiem tak naprawdę co rozświetla jej głos, który po raz pierwszy w życiu usłyszałem dopiero stojąc w tym cholernym korku, przypomniało mi się, że dosłownie kilka godzin wcześniej czytałem o niej na Pudelku. Ktoś zapyta teraz: „Koleś, co jest z Tobą nie tak, że wchodzisz na Pudelka? >>>PO CO?”<<< I choć pytanie numer dwa nabierze za chwilę innego znaczenia, moja odpowiedź brzmi: Dla nagłówków.

No właśnie, >>>PO CO?<<< – pyta prześmiewczo internet. I również internet odpowiada:

Odpowiada. I odpowiada…

I jeśli myślicie, że nastąpił właśnie twist i tekst o nieudolnych kierowcach oraz sklepowych kolejkach przerodził się we wpis o Internetowym hejcie, to myślicie dobrze. Na szczęście nie będę nikogo umoralniał, zdradzę jednak, że celowo w tytule wpisane jest [TEKST Z OBRAZKAMI] nie ostrzegawcze (i clickbite’owe) [TYLKO DLA DOROSŁYCH] czy [WPIS 18+]. W tym miejscu miał się znaleźć jakiś zmyślny wywód na temat ochrony dzieci w Sieci, ale prawda jest taka, że przed Internetem nie ma ochrony. Wasza mała pociecha, młodszy brat czy siostra bez problemu mogą codziennie czytać komentarze jak te z powyższych screenów. Nikt nawet nie będzie im kazał kliknąć śmiesznego „Tak, mam ukończone 18 lat, chce przejść do serwisu”. Ba, mogą sobie w każdej chwili odpalić na Youtubie filmik nagrany przez tego gościa z Nowej Zelandii, który jakiś czas temu postanowił pobawić się w komputerową strzelankę na żywo, zabijając w meczetach kilkadziesiąt osób. Można? Pewnie, że można! W internecie można niemal wszystko i nie ma co kręcić nosami ani zwieszać głów, skoro z pewnymi rzeczami nie sposób wygrać. Może jednak warto się czasem zastanowić, choćby >>>PO TO<<<, by móc bez wstydu spojrzeć w twarz po drugiej stronie lustra.

Tak, to już wszystko. Nie będzie zwieńczającej mowy końcowej, wyciągania wniosków, morałów itd. Był za to Janosik, Nowa Zelandia, Eska Music Award i zło XXI wieku, jednak żadne z nich nie zmieni faktu, że zarówno za kółkiem jak i w sklepie, można się całkiem porządnie wkurwić 😉 Aaa i tak jeszcze a’propos tych komentarzy: Misiewicz to akurat ma teraz prawdopodobnie słabe bączki patrząc na to jak wygląda po wyjściu zza kratek 🙂 Choć raz sprawiedliwości stało się zadość 🙂 .


  • Na finał tradycyjna już nutka, podczas słuchania której powstawał tekst. Nie będzie to niestety pieśń żadnej z Maryn, ani nawet żaden smętny numer pasujący do tekstu. W ramach zaskoczenia pewien Angol zapyta, czy potrafisz mnie ponownie pokochać, a ja przyznam, że kiedyś na dźwięk słowa “remix” łapały mnie wymioty, tymczasem dziś proponuję byście odpalili ten kawałek wieczorem na słuchawkach przy zgaszonym świetle i zamknietych oczach…

John Newman – Love Me Again (Kove Remix)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *