Ten o Bożence…

Ten o Bożence…

Przychodzę do roboty, zgłoszeń milionpińsetstodziewińset, że aż nie wiadomo czy się śmiać czy se podciąć żyły, ale co tam, dzień jak dzień, praca jak praca; ruszam. Jeżdżę sobie od mieszkania do mieszkania, nawet nie ma kiedy fajki odpalić, nagle kolejny ze stu telefonów dzisiejszego popołudnia. Dzwoni babka czy bym jej siostrze telewizora nie dostroił. Chciało mi się jak psu orać, ale że dobre mam serce to mówię że mogę podjechać; babka na to że zadzwoni do siostry czy jest w domu i da mi znać. Dzwoni po 5 minutach, cała zasapana, że siostra nie odbiera, już słyszę po głosie, że się zaraz rozryczy, więc mówię żeby dała znać jak siostra będzie w domu bo będę jeszcze w tej okolicy. Po chwili znowu ten sam numer mi się wyświetla…

-Tak słucham
-To ja, to ja, dodzwoniłam się do siostry.
-No i jak?
-No i mówię jej „Bożena, kurwa mać, Ty noś ten telefon przy dupie bo jak masz w torebce to gówno słyszysz, byś se chociaż te wibrujące włączyła, a nie że dodzwonić się nie można!”
-Aha
-Nooo, tak jej powiedziałam
-Super, ale to można tam podjechać czy nie?
-Można można, tylko wie Pan co, mam prośbę…
-Słucham…
-Jak by Pan tam mógł już wszystko zrobić. Wie Pan co, JAK PAN JEJ ZROBI DOBRZE TO ONA SIĘ PANU WYWDZIĘCZY!
O kurwa, myślę sobie, wywdzięczy? Zrobić dobrze? Brzmi co najmniej zachęcająco. Siedzi mi gdzieś z tyłu głowy, że Bożen w obecnych czasach, takich młodych, raczej próżno szukać, ale wtedy sobie przypomniałem o Bożence z Klanu. Ojjj, ona to by mi się mogła wywdzięczyć!
-Dobra, Pani powie, że będę za 5 minut.
Zajechałem, dzwonie do drzwi, otwiera. Ona. Ucieleśnienie fantazji wszystkich kombatantów, wiarusów co to przepędzili rusków i szwabów. Ona – Bożena. Rocznik 1921. No ale co będę wybrzydzał.
Stroje Bożenie ten telewizor, ona co chwilę podaje mi pod nos Kasztanki, Malagi i inne Tici Taci, ni to puszcza oczko, ni to wpadł jej w oko jakiś paproch, a ja żrąc te łakocie, jakbym cierpiał na niedobór cukru zastanawiam się czy to już jest to wywdzięczanie, czy to gra wstępna? Na jakim etapie tak naprawdę jest nasza znajomość?
Dostroiło się, Bożena (dla Was Pani Bożena) pyta czy to już, mówię że już.
-Pan jest taki kochany!!
-Ajj tam
-Naprawdę, gdyby wszyscy ludzie w tym kraju byli tacy jak Pan!
-Gdyby wszyscy ludzie w tym kraju byli tacy jak ja to mielibyśmy najniższą reprezentację w kosza w skali globalnej
-Słucham?
-Nic, nic.
-Czy ja się mogę Panu jeszcze jakoś wywdzięczyć?
-Oj nie trzeba, już mi się Pani wystarczająco wywdzięczyła tymi słodyczami
-Ale ja bym chciała bardziej
-o „bardziej” nie śmiem prosić.
-Hihi
No i tak śmiejąc się do rozpuku, razem z Bożeną, wziąłem jeszcze dwie Malagi i odjechałem w pizdu.
Gdyby ona miała 70 lat mniej. Gdyby on miał 70 więcej. Gdyby…

*Słówko dnia – wywdzięczać.


Fot.: onet.pl

To też może Ci się spodobać:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *