Pamiętam jeszcze czasy świetności. Pamiętam, kiedy na WF-ie wybierano mnie do drużyny w pierwszej turze. Dziś patrząc na mój piwny bęben, trzy podbródki i szyję zlewającą się z głową, nikt nie powiedziałby: „Ooo, ten gość jest wysportowany”, sam bym tak nie powiedział. Tymczasem dawno, dawno temu, tego typu teksty nie zaskoczyłyby nikogo. Przykra sprawa, jednak w życiu każdego nadchodzi ten moment kiedy mówimy sobie: „Od dziś biorę się za siebie!” i dla mnie taki dzień nastał wczoraj.Czytaj dalej »

Dawno, dawno, temu kiedy Internet w Polsce zaczynał dopiero raczkować, a jego użytkowników zalała pierwsza fala blogów, myślałem sobie, że to niezła siara prowadzić takiego bloga; uważałem, że blog to opcja dobra dla zbuntowanych, zakompleksionych nastolatek. Tak, byłem głupi (i nie twierdzę bynajmniej, że nadal nie jestem). Strona tego typu kojarzyła mi się z zamkniętym na malutką, srebrną kłódeczkę w kształcie serca różowym pamiętniczkiem, schowanym głęboko pod łóżkiem z baldachimem. Z tą tylko różnicą, że zamiast małego zeszytu był komputer, zamiast paskudzących kartki kleksów z atramentu – klawiatura, a zamiast schowka pod łóżkiem – cały świat, przed którym dany bloger się uzewnętrznia. Co to wCzytaj dalej »

Pierwszym wpisem w Nowym Roku miał być Ten o obietnicach danych sobie. Takie ha-ha z Noworocznych postanowień, które po tygodniu, miesiącu czy kwartale będzie można sobie wsadzić… wiadomo gdzie. „Rzucę fajki”, „Zacznę biegać”, „Będę się zdrowo odżywiał”. Taaaaa, już to przerabiałem. Oczywiście trzymam za wszystkich kciuki jednak bądźmy realistami – to po prostu nie wypali. Olać więc te bzdurne postanowienia/obietnice, lepiej rozpocząć styczeń miłym akcentem! Może nie stricte Noworocznym, ale – jakby nie PATRZEĆ – nowym…Czytaj dalej »

Następna strona »