W przeciągu kilku ostatnich lat świat dosłownie stanął na głowie. Na przywódcę największego mocarstwa wybrano pomarańczowego klauna, Polska okazuje się być lekkoatletyczną potęgą, muzyk zdobywa literackiego Nobla, a dwaj prezydenci zwaśnionych od lat krajów spotykają się po raz pierwszy od czasu wypowiedzenia sobie wojny, blisko siedem dekad temu. Nie wszystkie ze zmian to zmiany dobre, istnieje jednak dziedzina, która z każdym kolejnym rokiem zawiesza sobie poprzeczkę jeszcze wyżej i ponownie udaje jej się takową przeskoczyć. Mowa tu o telewizji, a konkretnie serialach telewizyjnych. Niegdyś uważane za coś gorszego, wyśmiewane, na które aktorzy z tak zwanej wyższej półki spoglądali z pobłażliwym uśmiechem. Jednakże rok 2018 toCzytaj dalej »

Po obejrzeniu ostatniego odcinka pierwszej serii serialu sam Stephen King napisał: KILLING EVE: The rare pleasure of watching a cast and crew that gets everything—every little thing—absolutely right. Co w wolnym tłumaczeniu oznacza, iż zdaniem Króla Horroru Obsesja Eve to rzadko spotykany przypadek, w którym prawdziwą przyjemnością jest możliwość oglądania na ekranie ekipy robiącej wszystko jak należy. I choć pisarz z Maine delikatnie – mówiąc kolokwialnie – „popłynął”, trudno nie podzielać jego zachwytów. Oparty na motywach cyklu powieści Villanelle, pióra Luke’a Jenningsa, ośmioodcinkowy miniserial (który prawdopodobnie przedłuży swój żywot na ekranie) to jedno z największych i najbardziej pozytywnych zaskoczeń wiosennej ramówki w Stanach Zjednoczonych. CiotkaCzytaj dalej »