Ten o białym gównie…

Ten o białym gównie…

[Dziś krótko, ale za to na poważny temat! Z góry przepraszam za agresywny ton wpisu lojalnie uprzedzając, że to tekst z gatunku tych „+18”. Nawet gdybym chciał to zrobić delikatniej to nie jestem w stanie bo nic mi tak nie podnosi ciśnienia jak białe gówno! A i bez niego mam nadciśnienie]

Pamiętam lata kiedy białe gówno otaczało wszystko dookoła już 1-szego listopada. Pamiętam rodzinne wyprawy na Pasterkę kiedy białe gówno skrzypiało pod butami. Pamiętam dziecięce zabawy w białym gównie – wkładanie w nie marchewki, guzików itd. Pamiętam wiele historii związanych z białym gównem, choć wolałbym zapomnieć. Dlaczego więc pytam Cię Nowy Roku, który jakże pięknie – bez białego gówna – się zacząłeś; dlaczego tak szybko wystawiłeś w moim kierunku środkowy palec?

Nie cierpię zimy, nie cierpię zimna i nie cierpię tego spadającego z nieba białego gówna! Autentycznie nie ogarniam z czego tu się cieszyć. W czym tkwi sekret? Z czego ten fun? Przecież kiedy widzisz białe gówno to wiesz, że musisz się cieplej ubrać. No i w sumie na tym mógłbym zakończyć bo to argument nie do zdarcia. Czy są na świecie ludzie, których kręci zakładanie na siebie swetra, kurtki, czapki i całej tej reszty? Jeśli są to bardzo im współczuję.

… a właściwie nie, cofam to! W ogóle im nie współczuję, jak ktoś jest głupi to jego problem.

Akcja ANTY BIAŁE GÓWNO argument nr 2: jest ślisko

Trzeba pamiętać, że pod każdym centymetrem białego gówna może kryć się zdradziecki lód! Człowiek idzie sobie spokojnie ulicą i myśli, że skoro drepcze po mięciutkim białym gównie to może czuć się bezpieczny. Nic bardziej mylnego! Zresztą już raz się dzisiaj przekonałem jak bardzo jest się „bezpiecznym”. Całe szczęście, że koci refleks to jedna z moich wrodzonych cech. Inaczej nie pisałbym teraz tych słów.

Nie zapominajmy również o starym dobrym odśnieżaniu. To dopiero jest mega spoko akcja! Jedna z lepszych w ogóle w ciągu roku! Siódma rano, na termometrze -5 plus wiatr, czyli odczuwalna – 15 i zgrabiałe dłonie! Mmmrrrrr. Na samą myśl już nie mogę się doczekać kolejnego odśnieżanka.

Znajdzie się pewnie niejeden świr, który wyskoczy teraz z: „Ejj, a lepienie bałwana? A rzucanie śnieżkami? A sanki?”. Po pierwsze – z taką gadką nie potrzebne Ci wcale białe gówno, żeby zobaczyć bałwana. Wystarczy rano spojrzeć w lustro, nawet latem. Po drugie – dostać śnieżką w łeb. No, rzeczywiście konkretna frajda! Lepszej nie jestem w stanie wymyślić. Po trzecie – sanki są przereklamowane.

… no dobra, sanki są spoko, ale to niczego nie dowodzi. To jak ta jedna jaskółka co WIOSNY nie czyni.

Podsumowując: poza opcją sanek, białe gówno nie posiada ANI JEDNEJ zalety, nie ma czym się bronić. Dlatego zadzieram głowę w kierunku nieba, białe gówno wali mi po oczach, wpada za kołnierz i smaga policzki, a ja proszę tylko o jedno…

To też może Ci się spodobać:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *