Kiedy osiem lat temu przyjechałem tam po raz pierwszy w pełni świadomie, zaskoczyło mnie srogo. Już kilkanaście kilometrów przed oficjalnym „Dzień dobry” przywitało na wpół pięknymi, na wpół kiczowatymi cygańskimi pałacykami oraz tramwajem kursującym daleko poza granice miasta. Najlepsze miało jednak dopiero nadejść. Po przyjeździe na rozgrywane w naszym kraju Mistrzostwa Europy w koszykówce, latem 2009 roku, nieobeznani z miastem i głodni jak wilki szukaliśmy z chłopakami starego, dobrego Maca, zapytaliśmy więc przechodzącego ulicą gościa gdzie ów McDonaldsa znajdziemy. „Tam, prosto, między blokami trzeba przejść” – odpowiedział, a my weszliśmy na blokowisko. I wtedy przeżyłem szok!Szok spowodowany widokiem biegających po osiedlu kur. Autentycznie latały luzem.Czytaj dalej »

Pamiętam jeszcze czasy świetności. Pamiętam, kiedy na WF-ie wybierano mnie do drużyny w pierwszej turze. Dziś patrząc na mój piwny bęben, trzy podbródki i szyję zlewającą się z głową, nikt nie powiedziałby: „Ooo, ten gość jest wysportowany”, sam bym tak nie powiedział. Tymczasem dawno, dawno temu, tego typu teksty nie zaskoczyłyby nikogo. Przykra sprawa, jednak w życiu każdego nadchodzi ten moment kiedy mówimy sobie: „Od dziś biorę się za siebie!” i dla mnie taki dzień nastał wczoraj.Czytaj dalej »

Już za kilka dni niebo po raz kolejny ronić zacznie rzewne łzy. Tak, wiem że ostatnio często pada, jednak ta ulewa będzie specyficzna. Skąd mam tę pewność? Ano stąd, że inaczej być nie może skoro po raz drugi anioły opłakiwać będą rocznicę śmierci najbardziej zajebistego zwierzaka ever – Raselka. Być może nie szczekał, być może nie aportował, być może nie błyszczał intelektem (choć za chwilę przekonacie się, że to nie do końca prawda); jednak… był tak cholernie uroczy! Rasi, ten tekst jest dla Ciebie, ziomuś!Czytaj dalej »

Następna strona »